Przejdź do treści

Jak Cię widzą, tak Cię… znają?

Dzisiaj może mniej lirycznie, a bardziej publicystycznie. Ponieważ poprzednie posty zdały egzamin (w oczach moich przyjaciół), postanowiłam, że, w miarę możliwości będę kontynuować prowadzenie tej wdzięcznej stronki i uszczknę nieco z mojej wiedzy i „jakże bogatego” doświadczenia i wypowiem się o kilku istotnych kwestiach podejmowanych wielokrotnie w prasie, innych poradnikach i codziennych rozmowach. Nie ukrywam, że jeśli chodzi o tego bloga mam jeszcze kilka pomysłów na tematy godne klawiatury mojego komputera (no bo przecież nie napiszę, że pióra?), które czekają tylko na właściwy moment, żeby wypłynąć na wierzch… waszych ekranów! No, ale to co w przyszłości zostaje w przyszłości, wróćmy do dzisiaj.

Niemiecki przerywnik muzyczny, żeby jakoś miło oddzielić ten, niezwiązany z tematem, wstęp od reszty tekstu 😀 Piosenka, która wpadła mi w ucho i średnio dwa razy dziennie można ją usłychać w turyndzkim radio 🙂 Nie do końca rozumiem tekst, ale podobno jest poetycki 😉

Kiedy poznaję kogoś nowego, albo ktoś ma dość odwagi, by do mnie zagadać (a nie przeczę wymaga to naprawdę NIE LADA odwagi, bo wyglądam, hm… dość osobliwie :D) na początek rozmowy, często nawet zanim usłyszę sakramentalne „Jak masz na imię?” zostają zadane, w dowolnej kolejności, cztery podstawowe pytania:

  1. Ile Ty właściwie masz wzrostu?

  2. Grasz w siatkówkę?

  3. Ale w koszykówkę grasz?

  4. Nie jesteś przypadkiem modelką?

Cóż, pytania o wygląd są zawsze dobrą formą rozpoczęcia rozmowy, a że mnie Bóg obdarzył ponadprzeciętnym wzrostem, to zazwyczaj prędzej, czy później mój rozmówca dochodzi do tego momentu naszej konwersacji. Co istotne, rzeczywiście zazwyczaj kobiety pytają ze szczerą ciekawością, a mężczyźni z… obawą. Hmmm, dlaczego? 😀

Co jest takiego w naszym wyglądzie, że patrząc na kogoś czasami lubimy go od razu, z góry, kogoś innego traktujemy z góry (jak ja na przykład większość ludzkości… żartuję! 😀 ), a do kogoś innego mamy niesamowity szacunek. Dlaczego? Bo nosi zawsze w kant wyprasowane spodnie i nie wychodzi z domu bez krawatu. Nieraz tylko dlatego… Chyba, że będziemy mieć śmiałość zapytać go, po co właściwie go nosi.

Wygląd naszego ciała jest nieodłączną częścią naszej osobowości. Pokazuje nie tylko nasze poglądy na rzeczywistość, ale też obecną życiową kondycję, humor, czy samopoczucie. Dlatego kiedy zmienimy fryzurę, to chcemy usłyszeć, że ktoś to zauważył, kiedy weźmiemy ślub, to chcemy, żeby na każdym facebookowym zdjęciu było dobrze widać obrączki, a gdy mamy żałobę, to ubieramy się na czarno. Na część wyglądu, to znaczy – tę odziedziczoną po rodzicach, nie mamy za bardzo wpływu (chyba, że nasi rodzice są milionerami, a my skończyliśmy 18 lat i mamy znajomego chirurga plastycznego, wówczas możemy stać się nawet Michaelem Jacksonem po wybieleniu skóry, wedle życzenia), na całą resztę jednak mamy wpływ decydujący, począwszy od codziennej higieny, poprzez coraz bardziej świadomy ubiór, czy nawet codzienne kreacje – na kolczykach i tatuażach kończąc.

Jednym słowem, nie ma co ukrywać – dla nas, ludzi, wygląd jest ważny. Nie tylko nasz, czy naszego partnera, ale również mieszkania, samochodu, czy nawet psa. I to niezależnie od płci. Żywimy się tym, co widzimy i absolutnie nie ma w tym nic złego. To fantastycznie, że każdy jest inny, że poza niezgłębionym bogactwem osobowości możemy też nacieszyć się swoim odbiciem w lustrze w nowej sukience, czy udanym zdjęciem z wakacji, którym za chwilę podzielimy się ze znajomymi.

Problem z wyglądem pojawia się w dwóch przypadkach:
A) Gdy jest dla nas kluczowy w odbieraniu rzeczywistości.
B) Gdy nie obchodzi nas zupełnie, jak wpływa na nasze otoczenie.

Tu, w Niemczech, każdego dnia spotykam ludzi różnych narodowości. Rodowici Niemcy szybko rzucają się w oczy na długo przed tym, zanim otworzą usta i zaczną po mówić swoim „nie mówiącym”1 językiem. Po czym tak łatwo jest ich tutaj poznać? Po wyglądzie właśnie – wszyscy noszą tu tatuaże. Niezależnie od wieku. Od jednego małego czarnego krzyżyka po całą szyję w kolorowych kwiatach, ramiona w tygrysach i innych magicznych pnączach. Jest to dla mnie z jednej strony niezrozumiałe, ale z drugiej dość fascynujące (jak to, kurcze, musiało boleć! i ile musiało kosztować….). Dla Niemców rzeczywiście, niezależnie od wieku, tatuaż jest czymś, co świadczy o ich hm… odmienności. Ciężko mi poznać tych ludzi bliżej, ponieważ dla mnie ich język jest w istocie dość niemiecki, ale sam ich wygląd jest już w moich oczach pewną historią, którą chcą opowiedzieć każdemu, kto na nich spojrzy. Ale z drugiej strony, czy wypada zaglądać Niemce od szyi do dekoltu, żeby rozpoznać tajemniczy malunek…? Sami sobie odpowiedzcie 😀

Wracając do punktu A., wygląd, czy po prostu to, co widzimy ma ogromne znaczenie w postrzeganiu rzeczywistości. Ale żyjąc coraz dłużej i poznając różnych ludzi, przeżywając swoje wzloty i upadki widzimy niejednokrotnie, że świat nie jest czarno-biały. Że za blizną bezdomnego z Dworca Centralnego wcale nie musi kryć się napad na monopolowy. Że dopracowany makijaż wcale nie musi oznaczać pewności siebie, a szpilek od Dolce Gabbana nie noszą tylko dzieci bogatych rodziców (chociaż mogą). Nie zmienia to faktu, że ubierając się w taki, a nie inny sposób decydujemy się na pokazanie, no właśnie… czegoś. Naszych poglądów (koszulka z „Jezus mnie kocha”), gustów (plecak z Black Sabat), klasy (szpilki i torebka zawsze idealnie dobrane kolorystycznie), profesjonalizmu (zawsze uprasowana biała koszula, czy też lekarski kitel), czy po prostu stylu. Od momentu osiągnięcia pewnego wieku ubieramy się świadomie, nikt nam na siłę łachów nie wciska, a, dodatkowo, żyjemy obecnie w czasach, w których nawet za złotówkę możemy się wystroić jak stróż w Boże Ciało, nawet jesli wybieramy się tylko na wizytę do lekarza. Nasz wygląd świadczy o naszej osobie, albo o tym, co chcemy, aby o nas myślano. I tu nie bądźmy ignorantami. Jeśli wkładasz spódniczkę mini, to nie udawaj, że nie obchodzi Cię, że połowa mężczyzn na ulicy się za Tobą ogląda. Jak wrzucisz na fejsa zdjęcie z figurką buddy, to nie dziw się, że część Twoich znajomych może pomyśleć, że zmieniłeś poglądy. Hej, to jest pierwszy język, poprzez który rozmawiamy. Później dopiero otwieramy usta – jeśli dadzą nam szansę. A kto przechodził kiedyś przez rozmowę rekrutacyjną wie, że z tą KOLEJNĄ szansą różnie bywa…

Życie tylko i wyłącznie wyglądem, to życie w kłamstwie, w wykreowanej rzeczywistości wirtualnej. To fakt, że my lubimy w nią uciekać i dlatego czytamy książki fantasy, tworzymy filmy science-fiction, czy sięgamy po pornografię. Chcemy obrazu. Ale tam jest tylko część prawdy. Z drugiej strony nie możemy od naszego wyglądu zupełnie się odciąć i powiedzieć – OK, to ja od dzisiaj inwestuję tylko w mój psychorozwój, nie będę się myć, bo nie mam czasu, zjem coś, jak ewentualnie znajdę, upoluję, bądź mama mi podstawi pod nosek, i całe moje życie spędzę na zgłębianiu teorii różnych filozofów. No, jeżeli nie zależy Ci na innych, to proszę bardzo. Ale mnie się wydaje, że jednak Ci zależy. I nieraz ze względu na nich pójdziesz i wystroisz się na to wesele (chociaż nie masz takiego zwyczaju, a dres i uprana koszulka w zupełności Ci na co dzień wystarcza), bo przecież to ich święto i warto, żeby mieli z tego wyjątkowego dnia dobre wspomnienia… również Twojej niezapomnianej kreacji 🙂

Tu przechodzimy właściwie do punktu B, który ja rozumiem jako „wyrzekanie się egoizmu ze względu na bliźniego”. To znaczy, przykładowo – umyję dziś włosy, bo idę na randkę. W sumie nie muszę tego robić, mam bogate wnętrze, jeśli on tego nie zauważy, to znaczy, że nie był mnie wart. (!) No please, dziewczyno – Ty, to jesteś całość! Dusza, psychika i ciało! Nie można skupić się tylko na jednym – Bóg stworzył i ukochał całość naszego jestestwa, ukształtował każdą maleńką komórkę Twojego i mojego ciała. Należy im się taki sam szacunek, jak naszym emocjom i porywom naszej duszy. Nie mniejszy, ani nie większy, ale TAKI SAM. Dlatego, z szacunku do Boga, a jeśli Go z jakiegoś powodu nie uznajesz, to chociaż – do bliźniego – kochaj to ciało. Dbaj o nie. Uprawiaj sport. Zdrowo się odżywiaj. Podobaj się światu. Bycie pięknym to nic złego, a Ty… jesteś piękny! Jesteś piękna! 🙂

Twój wygląd może być dla kogoś motywacją, lub deską do trumny. I nie boję się tego powiedzieć. W dobie instagrama i facebooka nie da się inaczej. Ktoś wejdzie na Twój profil w ciężkiej depresji i zobaczy uśmiechniętą buzię w słonecznym otoczeniu. Pomyśli „To może i dla mnie jest jakaś nadzieja!”. Albo zobaczy czarne barwy i napis namalowany krwią „Życie jest nic nie warte.” Co zrobi? Może nawet nigdy nie dowiesz się (albo nie tu, na Ziemi), do czego się w jakiś sposób, chcąc nie chcąc, przyczyniłeś. Do życia, czy do śmierci. Każde Twoje słowo niesie za sobą konsekwencje. Także to niewypowiedziane, a raczej przekazane obrazem – Twojego ciała, ubrania, tatuażu. Jesteśmy w jakiś sposób odpowiedzialni, również za innych. I wiem, że niektórych to zbulwersuje i powiedzą: „Mój wygląd to moja sprawa!” (Jakbym to już gdzieś słyszała…) To fakt, nie przewidzisz wszystkiego i Twoje intencje mogą być zrozumiane przez innych zupełnie opacznie. Nie na wszystko mamy wpływ. Ale jeśli już jakiś mamy, to może warto aby był on… motywujący? Dobry? Prowadzący do radości? Zastanów się nieraz, na kogo, chciałbyś, aby patrzyły Twoje dzieci. Z kim, chciałbyś, żeby się spotykały. Jak te osoby miałyby być ubrane, jakich powinni mieć rodziców… To może głupie, bo uczymy dzisiaj tolerancji, nawet jeśli ktoś jest mężczyzną, a chce wyglądać jak kobieta – proszę, nie przeszkadzajmy mu! Ale gdyby to było Twoje dziecko, Twój najlepszy przyjaciel, czy Twój własny Ojciec – czy nadal będzie to dla Ciebie takie obojętne jak wygląda, czy w co się ubiera? A Ci ludzie, który Cię nie obchodzą, wyobraź sobie, również mają rodzinę, przyjaciół, dzieci. I również są warci miłości. A może jeden z nich będzie kiedyś Twoim zięciem?

Podsumowując kwestie wyglądowe, posłużę się cytatem:

Języka natomiast nikt z ludzi nie potrafi okiełznać, to zło niestateczne, pełne zabójczego jadu. Przy jego pomocy wielbimy Boga i Ojca i nim przeklinamy ludzi, stworzonych na podobieństwo Boże. Z tych samych ust wychodzi błogosławieństwo i przekleństwo. Tak być nie może, bracia moi! Czyż z tej samej szczeliny źródła wytryska woda słodka i gorzka? Czy może, bracia moi, drzewo figowe rodzić oliwki albo winna latorośl figi? Także słone źródło nie może wydać słodkiej wody.

Jk, 3, 8-12

Język, nie tylko ten wychodzący z naszych ust, ale też język naszych gestów, wyglądu i otoczenia. I oczywiście nie ma tu co popadać w paranoję, ale też bądźmy odpowiedzialnymi ludźmi 🙂 Skoro już Adam i Ewa zerwali te jabłka i musimy się jakoś ubierać, to ubierajmy się z rozsądkiem i miłością do bliźniego 😉

Zdjęcie ze słonecznego czasu turyndzkich wakacji. Tak. Kocham kapelusze 😀

1Musiałam sobie pozwolić na wtręt polonistyczny. „Niemiec” znaczy – ten, które nie mówi. Stąd też polska nazwa. Nie Germania, ale Niemcy – Ci którzy nie potrafią zrozumiale mówić. More: https://www.mypolacy.de/niemcy,0/newsy/mowisz-niemiec-a-wiesz-skad-wzielo-sie-to-slowo

2 komentarze

  1. Bardzo mądra refleksja. Rzadko patrzę na siebie oczami innych. Myślę, że czasem jednak warto. I proszę… Pisz dalej! 😍

    • Monika Małyska Monika Małyska

      Dziękuję, postaram się ;D

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.