Przejdź do treści

O tym, dlaczego Bóg jest dobry

Dzisiaj podzielę się z wami refleksją z wydarzeń ostatniego czasu, które ubiorę w formę opowiadania. Żebyście mogli choć trochę wyobrazić sobie, co mi się przytrafiło i dlaczego uważam, że Bóg jest dobry i tak bardzo troszczy się o swoje dzieci i nigdy ich nie zostawia (i że modlitwa ojca Dolindo „Jezu, Ty się tym zajmij” jest absolutnie godna polecenia). Jest to moje osobiste świadectwo i możecie je przyjąć lub nie 🙂 Ponieważ ja nie wierzę w przypadki, więc dla mnie są to widzialne znaki Bożej opieki, której doświadczam nadzwyczaj wyraźnie właśnie tu i teraz, poza granicami Polski 😀

Całą formę pozwoliłam sobie nieco ukoloryzować, także bardzo proszę, żeby osoby, które miały w tej historii jakikolwiek udział, nie brały tak bardzo do siebie poniektórych szczegółów. Chodzi o sens 😀 na to patrzcie. Fakty się zgadzają, szczegóły mogą niekoniecznie (bo musiałaby pisać wtedy książkę, a nie krótkiego posta…) Pozwoliłam sobie użyć w tekście formy męskoosobowej, żeby każdy, bez względu na płeć mógł spróbować postawić się w takiej sytuacji.

Wyobraź sobie, że w jednej chwili w Twoim życiu pojawia się mnóstwo zmian. O ile wcześniej było względnie spokojnie, o tyle nagle, z dnia na dzień coś wybucha, przechodzi przez Twoje życie jakiś mniejszy, lub większy kataklizm, choroba, etc. Generalnie jesteś jeszcze w ciężkim szoku, a tu trzeba jeszcze ogarnąć tyle rzeczy na raz. I nagle, w takim momencie pojawia się potrzeba wyjazdu za granicę. 1000 km. W ostatniej chwili przed podróżą, mimo życzliwych rad najbliższych (które doceniasz!) wpadasz na genialny pomysł pojechania w taką podróż swoim autem. Nie jest to samochód pierwszej generacji (nie zagłębiając się już w szczegóły), no, ale po zapewnieniach twojego osobistego taty, biorąc pod uwagę swoją wolę walki i wiarę we własne umiejętności kierowcy („No, trochę kilometrów już się w życiu zrobiło”) stwierdzasz, że dasz radę i zmotywowany wyruszasz w podróż. Jedziesz przez lasy i pola, miasta i wsie. Początkowo polskie, w końcu i niemieckie. Wyobraź sobie teraz to uczucie przekraczania granicy (kto zaliczył już swój pierwszy raz samochodem za granicą wie o czym mówię), tę wolność, niezależność. Czujesz, że żyjesz, czujesz, że nie jesteś sam, że kocha Cię tak wielu ludzi, a przed Tobą rozciąga się ocean możliwości. Masz przy sobie wspaniałej osobowości tłumacza, który nieco wątpi w swoje umiejętności, ale ostatecznie nieźle sobie radzi, więc ufasz, że w razie potrzeby jakoś się dogadacie w tym dziwnym i niedźwięcznym niemieckim języku.

Wjeżdżasz na niemiecką autostradę, która jest gorąca jak pustynia. Nagrzana promieniami słonecznego niemieckiego lata. Pędzisz niczym wiatr, wiesz, że już nic Cię nie zatrzyma w osiągnięciu celu, do tego masz niesamowity spokój serca, wiesz, że będzie dobrze, że kiedy Bóg z nami, któż przeciwko nam?1 Kiedy pojawiają się wątpliwości, stwierdzasz: „Ok, Boże. Skoro mam tam być, to Ty się zatroszcz o mnie”. I kończysz dyskusję, która się otwiera w Twojej głowie w najmniej odpowiednim momencie. Więc jedziesz. Udało Ci się nawet zatankować 😀 Dojeżdżasz do celu po X godzinach jazdy i czujesz się spełniony i szczęśliwy! I kosmicznie zmęczony. Idziesz spać, bo od jutra rozpoczynasz kolejną ciekawą przygodę swojego życia.

Zanim jednak zaśniesz, rejestrujesz pewien niepokojący dźwięk wydobywający się spod maski Twojego samochodu, w momencie, kiedy wjeżdżasz na parking przy domu, w którym masz mieszkać przez najbliższy miesiąc. Ale Orfeusz szybko przysłania Ci tę melodię, więc słodko zasypiasz.

Kolejnego dnia problem okazuje się poważniejszy niż myślałeś. Niepokojący dźwięk jest coraz głośniejszy, a w końcu zamienia się w dym, który unosi się spod maski twojego kochanego autka. Dobry Boże, co się dzieje?! Nie wiesz co się dzieje i nikt inny też tego nie potrafi stwierdzić, bo przecież niespecjalnie znacie się na samochodach. W każdym razie auto zostaje na podwórku (dziwnym trafem popsuło się właśnie tam, a nie gdziekolwiek w trasie) i czekasz na jakieś rozwiązanie z góry (oczywiście otrzymujesz lawinę dobrych rad, ale Ty ufasz, że Pan Bóg się zatroszczy). W istocie, w pracy, będąc wyjątkowo na innej zmianie niż zazwyczaj, spotykasz pewnego sympatycznego Polaka, z którym sobie, jak to masz w zwyczaju, wesoło gawędzisz. Przy okazji okazuje się, że ma taki sam model samochodu jak Ty (cóż za zrządzenie losu!), a dodatkowo… kuzyna mechanika, do którego jeszcze tego samego dnia podaje Ci numer telefonu. „WOW, Boże, no nieźle, jesteś szybki” – myślisz sobie i rzeczywiście dogadujesz się z mechanikiem (pozdrowienia!!! złoty człowiek!), od słowa do słowa kilku fajnych chłopaków pojawia się na Twoim podwórku i ostatecznie weryfikują usterkę. Okazuje się potrzebna pewna część do wymiany.

Chłopaki po ogarnięciu auta podwożą Cię jeszcze do kościoła (bo to akurat niedziela), a Ty masz poczucie, że Bóg ogarnia system.

Czekasz na przesyłkę z potrzebnymi częściami z Polski. Części przychodzą, kontakt z mechanikiem nie urywa się, pojawia się natomiast pewien problem z terminami. Na szczęście nie masz daleko do pracy i nie umierasz z głodu więc fakt, ze Twój samochód stoi na podwórku unieruchomiony nie jest aż tak nie do przejścia, jak mogło się wydawać na pierwszy rzut oka. Ale zaczynasz się trochę stresować, gdy termin powrotu do Polski zaczyna się, z dnia na dzień, przybliżać… Ale ufasz, Bóg się zatroszczy.

Wreszcie ustalono termin – sobota! W sobotę ma przyjechać do Ciebie mechanik, pod jednym warunkiem – że nie będzie padać deszcz. Prognozy nie są zbyt optymistyczne, ale nie tracisz nadziei (Bóg się zatroszczy!) i organizujesz akcję modlitewną. Wysyłasz komu się da prośbę o modlitwę o dobrą pogodę na sobotę i czekasz Bożej łaski. Nadchodzi sobota i rzeczywiście cały dzień świeci słońce 🙂 Mechanik przyjeżdża, czyni swoje czary, cuda niewidy (dalej nie mogę wyjść z podziwu, jak to się wszystko wydarzyło), radzi sobie nawet z częścią, która w ostatecznym rozrachunku nie pasuje do Twojego modelu samochodu, ale i to jakoś potrafi ogarnąć (no, cudotwórca!). Po powrocie z pracy dowiadujesz się, że auto jest znowu sprawne!

Kamień spada Ci z serca, następnego dnia (w niedzielę) mechanik ma wpaść zobaczyć jak się auto sprawuje i rozliczyć się z kosztów. Nie musi tego robić, jest to jego dobra wola, ale przyjmujesz to poświęcenie z radością. Twój anioł stróż przyjeżdża, sprawdza auto (warto tutaj zaznaczyć, że w przeciwieństwie do soboty, cały dzień pada deszcz i jest gęsta mgła) i… dziwnym trafem… Przednie koło pęka i zaczyna z niego ulatywać powietrze (a zdążyłeś rano zrobić trasę do kościoła i z powrotem, ale nie zauważyłeś żadnego problemu). Mechanik zatem (Dodajmy, że jesteś naprawdę niezbyt rozgarniętym człowiekiem jeśli chodzi o sprawy samochodowe. Mechanik szybko się orientuje, jaka jest sytuacja.) zmienia Twoje koło na zapasowe. Okazuje się, że brakuje śrubek. Ale mechanik, w tak zwanym międzyczasie, gdy próbujesz rozwiązać problem przeszukując auto, przygląda się oponie – co się stało, że pękła???

Opona okazuje się… starym 10-letnim dziadkiem. Podobnie jak pozostałe trzy. Jesteś w szoku, a mechanik w jeszcze większym. „Jakim cudem dojechałeś aż tutaj na tych oponach? Ty zdajesz sobie sprawę, co by się mogło stać na autostradzie, gdyby jedna z opon pękła?”. Wiesz, że nie do końca chyba chcesz sobie zdawać z tego sprawę, więc dyplomatycznie milczysz przypominając sobie, że do swojego taty też musisz mieć bardziej ograniczone zaufanie. Zauważenie faktu nienadających się do jazdy opon prawdopodobnie ratuje Ci życie (na autostradzie w drodze powrotnej mogłoby być różnie) – decydujesz się pozwolić starym oponom na zasłużoną emeryturę i w miarę możliwości znaleźć wulkanizację i wymienić je na nowsze. Dziękujesz Bogu, że postawił Ci na drodze takiego anioła stróża. I że po raz kolejny okazał się w zupełności wierny Swoim obietnicom 😉

Ta historia jeszcze się nie kończy. Musisz znaleźć wulkanizację i opony w miarę przystępnej cenie. Prosisz o modlitwę i zaczynasz działać…

Ciąg dalszy, daj Boże, nastąpi. Módlcie się za nas, ale czuję, że będzie dobrze, bo… Bóg jest dobry!

Pozdrawiam, Monika 😉

1Rz 8,31

Skomentuj jako pierwszy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.