Przejdź do treści

Czego szukałam na Stadionie Młodych.

Nazajutrz Jan znowu stał w tym miejscu wraz z dwoma swoimi uczniami i gdy zobaczył przechodzącego Jezusa, rzekł: Oto Baranek Boży. Dwaj uczniowie usłyszeli, jak mówił, i poszli za Jezusem. Jezus zaś, odwróciwszy się i ujrzawszy, że oni idą za Nim, rzekł do nich: Czego szukacie?

J 1, 35-38

My, kiedy zastanawiamy się, czego szukamy 🙂

Rozpoczynam pisanie tego reportażu w pociągu. W przedziale siedzi ze mną miła para, której celem podróży jest, zdaje się, Lublin. Zajęta swoimi sprawami, początkowo nie za bardzo zwracałam na nich uwagę. Zainteresowałam się jednak, gdy usłyszałam wyrwany z kontekstu fragment rozmowy, że Ci młodzi ludzie wracają dzisiaj ze Stadionu. I są dwojgiem, spośród czterdziestotysięcznego tłumu, który spotkałam i ja na PGE Narodowy 8 października.

Stadion Młodych. Bezprecedensowe wydarzenie w rozognionej premierą Kleru Smarzowskiemgo, naszej ojczyźnie. 40 tysięcy ludzi, 600 księży, prawie 70 artystów, ewangelizatorów i mówców. Największe spotkanie modlitewne młodych w Europie, z tych, które miały miejsce w różnych częściach naszego kontynentu w czasie trwającego w Rzymie synodu dla Młodych. Co to za wydarzenie i dlaczego młodzi ludzie 12 h swojego łaknącego wrażeń życia zdecydowali poświęcić na spotkanie a’la rekolekcje?

Czego szukali???

Biskup Edward Dajczak rozpoczął homilię od zacytowanego powyżej fragmentu Ewangelii według św. Jana. Czego szukacie? Trudno byłoby mi odpowiedzieć na pytanie, czego szukali inni, chociaż trochę żałuję, że nie przprowadziłam żadnej ankiety wśród uczestników stadionu. Mogę natomiast podzielić się z wami moimi osobistymi obserwacjami i wrażeniami z tego wydarzenia. Co ja odczytałam z zachowań innych, jak odbierano poszczególne części tego dnia i, przede wszystkim, czy było warto…?

Słoneczne sobotnie październikowe popołudnie

Dookoła stadionu od samego rana krążyły tłumy wycieczkowiczów z całej Polski. Warto zauważyć, że główny ciężar organizacji tak dużej imprezy wzięła na siebie diecezja… koszalińska. Zatem Koszalin miał pokaźną reprezentację wśród uczestników Stadionu.

Ilość prelegentów przekroczyła chyba najśmielsze oczekiwania organizatorów. Czas płynął nieubłaganie, a rotacja osób na czerwonej, podzielonej na 4 części scenie w kształcie krzyża, postępowała w coraz szybszym tempie. Każdy chciał chociaż przez chwilę uwielbiać Jezusa, chociaż przez 5 minut opowiedzieć o swoim doświadczeniu Boga.

Dla głodnego coś dobrego

Uczestnicy, którzy zakupili bilety internetowo mogli skierować się w stronę trybun, lub płyty głównej (warto zauważyć, że wejście na płytę wymagało specjalnego biletu i nie każdemu było dane stanąć pod sceną). Głodni tańca mogli dołączyć do choreografii wewnątrzstadionowej (od czasu do czasu przewijał się dookoła sceny tańczący wąż prowadzony przez jakiegoś księdza przy wsparciu sióstr zakonnych. Wiadomo, kto zawsze najwięcej tańczy na takich imprezach :D). Głodni Ewangelii mogli poszukać odpowiedzi na pytania w strefie Słowa, gdzie przez cały czas były głoszone konferencje ewangelizacyjne. Głodni Bożej łaski mieli możliwość skorzystania z sakramentu pokuty i pojednania, którym posługiwał tłum księży w fioletowych stułach o fantazyjnych afrykańskich wzorach i spowiadał zbłąkanych, gdzie się dało: na krzesłach, schodach, na stojąco, na siedząco (bez kolejki – przychodzisz, widzisz księdza i… lecisz z koksem! :D). W okolicy spowiedników w pomarańczowych koszulkach stały osoby posługujące modlitwą wstawienniczą. Można więc było przejść przez stuprocentowe czyszczenie duszy: spowiedź, modlitwa wstawiennicza i… głodni ciszy i spokoju mogli się odnaleźć się w sali adoracyjnej, gdzie wystawiono Najświętszy Sakrament. Znajdowała się ona tuż obok strefy spowiedzi. Głodni wrażeń i katolickich sław mogli wpaść na zdjęcie do strefy inspiracji, gdzie pojawiali się najbardziej znani z internetowych mediów polscy głosiciele Ewangelii. Natomiast głodni… po prostu, głodni mogli dołączyć do wężyka, który prowadził do budki z zapiekankami, hot dogami, kawą i lodami. To ostatnie miejsce najbardziej okupowano po mszy świętej 🙂

Spowiednicy i modlitewnicy.
Adoracja Najświętszego Sakramentu
Dla głodnego coś dobrego, czyli gdzie można było kupić zapiekankę za dychę 😀

 

Trochę o tym, co działo się na scenie

Czteroramienna czerwona scena była podzielona na części. Jednym słowem, można było oglądać to, co tam się dzieje, z czterech stron świata. Kolejne „sceny” były ponumerowane, a konferencje/koncerty miały miejsce na różnych jej końcach. Po przyjściu na stadion można było otrzymac broszurę z planem, który był w trakcie wydarzenia wielokrotnie modyfikowany. Punktem centralnym stadionu była oczywiście Eucharystia pod przewodnictwem arcybiskupa Nycza.

Ponieważ ja większość czasu spędziłam oglądając centralne wydarzenie, przybliżę pokrótce moje wrażenia z poszczególnych wystąpień, których byłam świadkiem:

  • TGD – któż nie zna Trzeciej Godziny Dnia? A jeśli jest ktoś taki, to odsyłam. Piękny koncert, którego jedynym mankamentem było to, że… był troszkę za wcześnie! O godzinie 12.00 większość uczestników Stadionu dopiero się schodziła. Ledwie przyszliśmy, zanim zorientowaliśmy się gdzie co jest, już było po TGD 🙁

  • Marcin Zieliński – charyzmatyczny młodzieniec, o którym ostatnio było głośno z powodu pewnych wątpiwych filmików w sieci, głosił konferencję o Maryi oraz świadczył o cudach Boga, których na codzień doświadcza. Nigdy wcześniej nie słyszałam Marcina na żywo i byłam zaskoczona, jak bardzo jego głoszenie Ewangelii… porusza serce! Kiedy się go słucha, ma się ochotę uwielbiać Boga, jak wielkie czyni rzeczy przez ręce wiernych, zwykłych, takich jak ty i ja! Jednocześnie widać po Marcinie niesamowitą pokorę i skromność – jest tylko narzędziem w ręku Boga, któremu zaufał bezgranicznie. I widać tego efekty. Nie mówił długo, ale dla mnie była to jedna z najlepszych konferencji tego dnia.

  • Magda Plucner – dość długa konfernecja związana z psychologią. Mnie osobiście nie przypadła do gustu, ponieważ zbyt dużo było w niej poglądu „jak jest z nami źle”, a za mało nadziei, że „z Bogiem nie ma tego złego!”.

  • Besiu – świadectwo poparte piosenką, to coś, co trafia. Szczególnie mocne świadectwo życia.

  • konfrencja abpa Grzegorza Rysia – była niestety tylko na ekranie, ponieważ biskup przebywał w Rzymie na Synodzie Młodych. Ale urzekło mnie bardzo, że pozostawił jednak dla uczestników materiał filmowy z nagraną konferencją. Niestety pogłos stadionu nie pozwalał na precyzyjne wysłyszenie wszystkiego 🙁

  • Gospel Rain – dobrze mi znany i ukochany zespół śpiewał mniej znane piosenki i moje ulubione hity 🙂 Zdecydowanie sprzyjał uwielbieniu, chociaż chyba nie aż tak dobrze, jak…

  • Exodus 15 – piosenki, które są dobrze znane na wszelkich spotkaniach uwielbieniowych. Śpiewaniu sprzyjało wyświetlanie tekstów piosenek na bilbordach 🙂

  • Muode Koty – nie sądziłam, że nic tak nie bawi młodych, jak hip hop. Jeśli ktokolwiek czuł się nierozruszany na stadionie, to ci panowie szybko nadrobili zaległości 😀

  • Andrzej Sowa „Kogut” – nic tak nie trafia, jak świadectwo człowieka, który zmienił życie o 180 stopni. Dzięki Bogu 😀  Zawsze kiedy słucham takich świadectw mam łzy w oczach, z radości, że Bóg jest tak niesamowicie dobry!

  • Muniek Staszczyk i przyjaciele – na stadionie w ramach świadectwa można było usłyszeć jego muzykę. Tylko tyle. I aż tyle. Klasa. Nigdy nie byłam na koncercie T. Love, ale rzeczywiście jest czego słuchać.

  • Maciej Koper – prezes portalu Przeznaczeni.pl i godly.pl. Bardzo interesująca konferencja człowieka, który jest bogatym katolikiem. I swoimi pieniędzmi robi dobrą robotę. Tak trzymać!

  • Bartek Krakowiak  „Z buta do Maryi” – pierwszy raz widziałam tego człowieka i przyznam, że jego świadectwo tym mocniej do mnie przemówiło, że są to wydarzenia bardzo świeże. Właściwie sprzed roku. Szkoda, że mówił tak krótko.

  • i inni… którzy mi się nie wryli tak w pamięć. Może dlatego, że treści było dużo, dużo, dużo i przez to niestety organizacja się troszkę posypała. Niektórzy mówili zbyt krótko, innych ciężko było zmotywować do zwolnienia sceny. Podziwiam księdza koordynującego, bo dwoił się i troił, żeby to jakoś spinać czasowo. Duży szacunek, że wyszło, jak wyszło.

Stadion tętniący życiem i światełkami podczas koncertu.
Jeszcze więcej światełek.

Msza święta

Centralny punkt Stadionu Młodych miał miejsce późnym wieczorem, o godzinie 20.00. Liczba księży obecnych na scenie była imponująca. Był to naprawdę niesamowity moment tego dnia. Krążące przez całe trwanie Stadionu, przemieszczające się tu i ówdzie, tłumy, nagle stanęły, żeby uczestniczyć w liturgii. Żeby wysłuchać abpa Dajczaka i żeby pomodlić się w intencji Synodu. I uwielbiać Boga!

Homilia biskupa bardzo zapadła mi w pamięci. Szczególnie zakończenie, które sprawiło, że miałam łzy w oczach. Ksiądz opowiadał historię jakiegoś mężczyzny (zdaje się, że jest to autor pewnej książki), którego mały chłopiec, wskazując na Jezusa wiszącego na krzyżu, którego zobaczył w kościele pierwszy raz w życiu, zapytał: „Kto to jest?”, na co mężczyzna odpowiedział: „To jest Jezus. Ktoś, kto uczynił moje życie szczęśliwym.” A Ty co odpowiedziałbyś na takie pytanie?

W kontekście przygotowania mszy świętej chciałabym zwrócić uwagę na kilka elementów. Kiedy zaczynała się Eucharystia w programie było już dość spore opóźnienie (a jeszcze tyle miało się dziać!). Wpłynęło to m.in. na skrócony czas na komunię świętą, która, nie jestem pewna, czy dotarła do wszystkich. Chociaż pomysł na uniknięcie tłumów w korytarzach i przychodzenie księdza wraz z „przewodnikiem” (który niósł tabliczkę „komunia święta”) było bardzo trafionym rozwiązaniem 🙂 Jezus przychodził Sam i dawał się ludziom 😀 Najpiękniejszym obrazkiem była dla mnie mała blondwłosa dziewczynka (taki aniołeczek), która niosła na wysokim kijku tabliczkę i uprzedzając księdza, przepychaała się między kolejnymi trybunami….

Przyznam, że początkowo bardzo nie podobała mi się oprawa muzyczna mszy, która niewiele różniła się od koncertów uwielbieniowych, które skończyły się przed sekundą. Brakowało jakiejś przerwy, ciszy, skupienia, przygotowania do spotkania z Chrystusem, który przecież mówi w cichości serc. Perkusja i powtarzane wielokrotnie refreny, pomimo wejścia już służby ołtarza, wyglądały jak kolejny występ, a nie rozpoczęcie Eucharystii, tym bardziej, że biskup musiał poczekać z „W imię Ojca…” do momentu skończenia powtarzanej wielokrotnie piosenki. Moje odczucia były w tym kontekście negatywne nie tylko z powodu złamania przepisów liturgicznych, ale przede wszystkim dlatego, że nie mogłam się zupełnie skupić na modlitwie z powodu tego hałasu. Do momentu homilii księdza arcybiskupa ciężko mi było uwierzyć, że to już trwa msza święta. Absurdu sytuacji dodawały komentarze księdza prowadzącego po przebojowym „Alleluja”, o treści: „Wyciszcie teraz wasze serca…” – no serio? Przed chwilą była naparzanka na perkusji, stadion tańczył Alleluja, a teraz mamy wyciszyć serca? Ciekawe jak, skoro jeszcze biją w rytmie bębnów???

Na szczęście późniejsza oprawa mszy była już bardziej stonowana. Perkusję ściszono i śpiewano z większą subtelnością. Szkoda tylko, że zupełnie nieznane piosenki i, poza zespołem, nikt nie umiał ich śpiewać.

Jestem w stanie zrozumieć ukłon w stronę młodych ludzi preferując taką metodę uwielbienia i jak najbardziej akceptuję ją, ale nie w czasie Liturgii Eucharystycznej! Tu Bóg pojawia się na ołtarzu! Tu potrzeba muzyki liturgicznej! Nie bez powodu kształci się chóry w śpiewaniu a capella na takie właśnie okazje, żeby pomóc w modlitewnym skupieniu i nie przysłonić swoim talentem najważniejszego – tego, który oddaje swoje życie na ołtarzu! Muzyka w czasie mszy świętej wymaga subtelności, delikatności i przede wszystkim poszanowania sacrum. Wszystko ma swój czas, i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem (Koch 3,1). Jest czas muzyki uwielbienia i jest czas muzyki liturgicznej.

Niezapomniane były uśmiechy ludzi przy przekazywaniu znaku pokoju 🙂 Swoboda oddychania jednym powietrzem – chrystusowym, dodawało odwagi 😀

Typy ludzi modlących się na Stadionie

Jako uczestnik Stadionu, z myślą o napisaniu dla was tego reportażu, dużo obserwowałam. Robiłam zdjęcia i patrzyłam na rozmaite postawy  młodzieży obecnej na PGE Narodowy. Zainspirowało mnie to do stworzenia 10 typów osób, które można spotkać na Stadionie Młodych. Proszę potraktować jednak tę klasyfikację z przymrużeniem oka 🙂

  1. Wielofunkcyjny Ksiądz – nie da się ukryć, że przedstawicieli tego typu można było spotkać bardzo wielu. W naszej okolicy przykładowo jeden z kapłanów miał swoją garderobę i zmieniał kubraczki z białych na bardziej świeckie i z powrotem 😀 . Inni posługiwali się fioletowo-afrykańską stułą, do związywania grzeszników (czy raczej ich grzechów). Charakteryzowali się szerokim uśmiechem, dłonią uformowaną w charakterystycznym geście błogosławieństwa i zazwyczaj otaczał ich wianuszek wielbicieli. Wiadomo, za mundurem panny sznurem, za sutanną całą bandą… 😀

  2. Rozradowana Siostra – ten typ poza sukienką, która wirowała w tańcu, charakteryzował się podniesionymi do góry dłońmi i donośnym głosem. Najlepiej zwracał na siebie uwagę podczas uwielbienia.

  3. Popularny Gimbus – zamknięty w swoim towarzystwie, krążący dookoła stadionu z telefonem uzbrojonym do atakowania selfie, przygotowanym do relacji na żywo. Sprawiał wrażenie, że nie do końca wie, po co się znalazł, tam, gdzie się znalazł, nie wychylał się, jeśli chodzi o jakieś mocno widoczne uwielbieniowe gesty. Typ raczej dopasowujący się do tłumu i szukający katolickich celebrytów, żeby móc się pochwalić na insta zdjęciem z Marcinem Zielińskim, albo Muńkiem Staszczykiem.

  4. Niedogrzany Zmarźluch – opatulony czym się da i tak skostniały, że w pewnym momencie nie był już w stanie wstać, nawet podczas koncertu Muodych Kotów. Charakteryzował się rozbieganym spojrzeniem wędrującym w poszukiwaniu kolejnej warstwy ubrania (może ktoś się zlituje??) .

  5. Nieustraszony Tancerz – stacjonował głównie pod sceną. Znaki szczególne: podniesione ręce, ruchome ciało, uśmiechnięta buzia. Szczególnie uaktywniał się przy hip hopie. Przypadki ekstremalne tańczyły pod sceną z flagami, przez kilka godzin nieustraszenie machając rękami w tę i we wtę.

  6. Nienasycony Głodomór – najbezpieczniej czuł się w kolejce do baru. Największym przerażeniem napawało go ryzyko, że skończą się zapiekanki lub hot dogi. Na wszelki wypadek miał ze sobą kartę kredytową swojego towarzysza, gdyby zabrakło bilonu na drogocenny posiłek. Nie było w barze rzeczy, której by nie spróbował.

  7. Młodzież 40+ – typ najweselszy i najbardziej radosny. Skoro już skończył te kilka latek bez obawy oddawał się radości z uwielbienia usiłując zachęcić do zabawy również przedstawicieli Gimbusów, przed czym Ci bronili się tekstem w stylu: „Mamo daj spokój”. Nie straszne im było zimno i długa konferencja. Wszystko przyjmowali okrzykami radości i wesela.

  8. Przedstawiciele 500+ – ta grupa charakteryzowała się tym, że jedna osoba (zazwyczaj) była żywo zainteresowana tym, co dzieje się na scenie, a reszta usiłowała przetrwać utulając maleństwa do snu, zaprowadzając do łazienki, karmiąc tudzież wycierając zasmarkane nosy. Zazwyczaj kończyli przygodę ze stadionem przed 22.00

  9. Najżyczliwsi – to osoby, które, gdy przypadkiem spotkały Cię po dordze z hot dogiem, ni z tąd ni z owąd życzyły Ci „smacznego”, gdy coś Ci upadło pierwsi się schylali, gdy zabrakło papieru w toalecie pierwsi biegli uzupełnić zapas, a gdy potrzebowaleś pomocy byli zawsze pod ręką. Z tego typu ludźmi spotkałam się dotychczas tylko w środowisku katolickim 😛

  10. Znani incognito – to ludzie medialni, którzy krążyli po stadionie nie chwaląc się swoją tożsamością. Próbowali uczestniczyć żywo w wydarzeniu, jednak często wyhaczani przez instafanów, zmuszeni byli do fotografii i autografów. Charakteryzowali się tym, że starali się nie być charakterystyczni, ale im nie wychodziło. Ja osobiście w czasie moich wędrówek minęłam Marcina Gomułkę 😀

A to my. Bardzo znane 😀

Moje osobiste doświadczenie

Przyszedł czas na odpowiedź na pytanie postawione w tytule mojego artykułu. Częściowo opisałam już kogo znalazłam na stadionie: wielu ludzi, którzy mówili jednym językiem, z różnych części Polski i świata. Ludzi pragnących dziękować za dobro, które Bóg uczynił w ich życiu. Doświadczenie absolutnie niezapomniane, tym bardziej, że na co dzień nie jest nam tak łatwo spotkać tych, którzy wyznają podobny system wartości. W dużych miastach chrześcijaństwo nieraz wydaje się być na wymarciu. Ale… to tylko pozory! Święci są wśród nas, tylko nie gadają tak dużo, więc ich nie słychać. Ale robią swoje.

Ja chciałam na Stadionie spotkać Jezusa żywego. Pragnęłam doświadczyć Go w sakramencie pokuty i byłam jedną z wielu osób rozgrzeszonych w pokoju spowiedzi. Chciałam posłuchać świadectw ludzi, którzy doświadczają Chrystusa w swoim życiu i rzeczywiście zostałam przez nie umocniona. Miałam nadzieję bezkarnie uwielbiać Boga w śpiewie i tańcu i okazało się, że nie byłam jedyna.

To, czego przede wszystkim doświadczyłam na spotkaniu na Stadionie Młodych, to niesamowita radość serca z jedności wspólnoty ludzi patrzących w jednym kierunku. Mimo trudu wieczornego zimna w oczekiwaniu na końcowe błogosławieństwo i adorację Najświętszego Sakramentu, zmęczenia i głodu (bo hot dogi nie są zbyt sycącym posiłkiem) byłam szczęśliwa, że mogę w tym wydarzeniu uczestniczyć i być jedną z małych cegiełek budujących Boże Królestwo w tym świecie.

Mam nadzieję, że jest to pierwszy i nie ostatni raz, kiedy jest organizowane takie wydarzenie w Warszawie. Rozmawiałam nawet z kilkoma osobami, że następnym razem można by wkręcić się w jakiś wolontariat, żeby pomóc przy organizacji, którą, w ostatecznym rozrachunku zajął się chyba sam Duch Święty. Każde świadectwo i piosenka, którą dało się usłyszeć ze sceny, pojawiła się tam, wierzę, nieprzypadkowo. Z dużą dozą pewności mogę powiedzieć, że owoce tego wydarzenia już są widoczne (odsyłam do początku mojego reportażu :D) Młodzi chcą kochać, chcą uwielbiać, chcą głosić! Dobrze, że daje się im dzisiaj na to szansę. Chwała Panu!

A oprócz radości w sercu zabrałam ze sobą jeszcze krzaczka. Tym z tyłu chyba nie za bardzo się to spodobało… 😛
Do zabrania krzaczków zachęcał ksiądz 😀 Ja ostatecznie wzięłam tylko kilka kłosików, którymi zajął się mój kot 😀 Jak je zobaczył miał prawie taką minę jak ja na tym zdjęciu 😛

_________________________________________________________________

Kochani czytelnicy,
przepraszam za moją długą nieobecność. Z powodu mocno napiętego grafiku mojego codziennego życia nie miałam czasu dokończyć tego artykułu raz a dobrze, dlatego fragmentami pisałam go w tak zwanym „międzyczasie” 🙂 Swoją drogą publikuję go siedząc w McDonald’sie, co też o czymś świadczy 😀
w przygotowaniu kolejny post, który będzie dotyczył tematu bardzo poważnego i kontrowersyjnego. Moje życiowe doświadczenia nie pozwalają mi przejść obojętnie obok tego, co dzisiaj się dzieje… dookoła nas. Śledźcie bloga, mam nadzieję, że z tym artykułem uwinę się szybciej niż z powyższym 🙂
 Przyznam, że dzisiejszy artykuł to bardzo mały fragment moich obserwacji, co podyktowane jest… moim brakiem czasu. Ale może tym lepiej dla was, bo nie trzeba aż tyle czytać… 😀
Bardzo jestem ciekawa, czy wy byliście na Stadionie i jakie są wasze odczucia z tego wydarzenia. Dziekuję za każdą wiadomość prywatną i komentarz 😀 Cieszę się, że jesteście! I obserwujcie mojego instagrama 😉
Pozdrowienia!
Monika

2 komentarze

  1. Haha 😀 Ja bym była chyba „rozradowaną siostrą” 😀
    hmm jakoś nigdy się nie interesowałam taki stadionowymi wydarzeniami, a może warto?
    A ty, w której grupie byś się znalazła? 😀

    • Monika Małyska Monika Małyska

      Ja to bym chyba była trochę gimbusem, a trochę zmarzluchem 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.