Przejdź do treści

Co powiesz na Sylwester w Dubaju?

Wśród bywalczyń sposorowanych wyjazdów do Cannes, Saint-Tropez, na Ibizę, do Courchevel, Londynu, Bejrutu, Maroka, Singapuru, Tajlandii, Barcelony, Madrytu, Berlina, na Majorkę, Gran Canarię, do RPA, Grecji, Monako, Genewy, czy Dubaju były między innymi: menadżerka największego polskiego banku, stewardesa arabskich linii lotniczych, kilka pielęgniarek, ekspedientka centrum handlowego, absolwentki filologii na Uniwersytecie Warszawskim, pedagogiki, marketingu, anglistyki, ekonomii, turystyki

Piotr Krysiak, Dziewczyny z Dubaju (s. 28)

W kwietniu tego roku ukazała się na rynku wydawniczym dość kontrowersyjna publikacja dziennikarza śledczego, której tematem była luksusowa prostytucja polskich celebrytek i modelek. Książka wywołała niezłą burzę w świecie showbiznesu, szczególnie, kiedy okazało się, że zamieszane w seksaferę były kobiety z pierwszych stron gazet. Luksusowe prostytutki sprzedawały swoje ciało za minimum 100 euro za jedną noc. W miarę wymagań klientów – ceny rosły. Sutenerki, które organizowały „panie do towarzystwa” dla najbogatszych ludzi świata, ciągneły z całego procederu potężne zyski. Organizowały dziewczynom kilkudniowe, kilkutygodniowe lub kilkumiesięczne wyjazdy, po których było je stać nawet na… zakup mieszkania w centrum Warszawy.

Reportaż Krysiaka opisuje aferę z lat 2004-2009. Sutenerki, o których pisze autor, zostały skazane i już dawno odbyły swoją karę. Dzisiaj są znowu na wolności i zajmują się… Bóg jeden wie czym.

Okładka ksiązki Piotra Krysiaka

Dlaczego podejmuję dzisiaj temat tak kontrowersyjny, nieprzyjemny i, dla wielu, niewygodny? Przyznam szczerze, że niezbyt interesowałam się prostutycją jakiejkolwiek maści (a tym bardziej luksusową). Słyszałam, że Dorota Rabczewska z mężem zamierzają nakręcić film na temat książki Krysiaka, obiło mi się o uszy, że reportaż jest jednym z bestsellerów w Empiku i leży na specjalnej półeczce z numerkami… Przykre historie szarej rzeczywistości nie za bardzo mnie interesowały, szczególnie, że sama obracam się w zdecydowanie innym towarzystwie. I być może nigdy nie sięgnęłabym po lekturę tej książki, gdyby nie… życie, które potrafi pisać doprawdy ciekawe scenariusze.

Historia jak z filmu

Korzystający z ich usług mężczyźni, to najczęściej zadbani biznesmeni – nie tylko panowie po pięćdziesiątce, ale także wysportowani trzydziestolatkowie, którzy nie chcą tracić czasu na podrywanie dziewczyn w tradycyjny sposób. Zamiast długiego randkowania, z któego nigdy nie wiadomo, co wyniknie, wolą niezobowiązujący seks z piękną kurewką. Stać ich, by słono za to płacić.

Piotr Krysiak, Dziewczyny z Dubaju (s. 11)

Wyobraź sobie, że jak gdyby nigdy nic idziesz sobie w dobrze znane Ci miejsce. Do pracy, szkoły, na uczelnię, do lekarza. Żeby dodać sytuacji nieco pikanterii przyjmijmy, że spieszysz się niemiłosiernie – znowu jesteś spóźniona (uciekł Ci pociąg, stałaś w korku, wracałaś się po zostawiony w łazience telefon, etc.). 

Pędzisz, wyjątkowo, nie sama – spotkałaś po drodze znajomą, która też spóźnia się w to samo miejsce, więc razem podążacie w znanym sobie kierunku, od czasu do czasu wymieniając się spostrzeżeniami. Nagle zaczepia was jakiś niezbyt pokaźnego wzrostu mężczyzna:

– Do you speak English?

– Of course. – odpowiadacie zgodnie.

– Szukam drogi na Uniwersytet.

– Właśnie zmierzamy w tym samym kierunku, możemy Panu pokazać.

Mężczyzna dołącza do waszego pospiesznego spaceru i razem pędzicie w stronę bramy głównej.

– Jestem z Kaliforni, z USA. A wy czym się zajmujecie?

– Jestem nauczycielem polskiego. – odpowiadasz zgodnie z prawdą. – uczę polskiego obcokrajowców.

– O, doprawdy? Bo ja właśnie szukam nauczyciela! Bardzo chciałbym się nauczyć mówić po polsku…

– To może podam Ci mój numer telefonu, jakbyś potrzebował jakichś lekcji, to skontaktuj się ze mną. – mężczyzna wyciąga telefon i zapisuje sobie Twój numer. – To już tutaj. Musimy iść, bo jesteśmy spóźnione. – żegnacie intruza i wpadacie na Uniwersytet ledwo mieszcząc się w studenckim kwadransie.

W czasie zajęć jest tyle do zrobienia, że szybko zapominasz o całej sprawie. Do czasu.

***

Wieczorem tego samego dnia otrzymujesz kilka SMS-ów od Pana Amerykanina z zapytaniem o zajęcia z języka polskiego. Myślisz sobie – co za historia! Jak to praca potrafi leżeć na ulicy! Umawiacie się na wstępne spotkanie, żeby ustalić formalności dotyczące kursu.

Twoje wątpliwości jednak wzbudza sposób, w jaki mężczyzna do Ciebie pisze. Jest w tym coś ekstrawaganckiego i zdecydowanie… niecodziennego. Pyta Cię o wzrost, wagę…? Co to ma do rzeczy? No, ale, myślisz sobie, to Amerykanin, oni mogą mieć jakieś dziwne sposoby zawierania znajomości. Nie masz czasu się nad tym długo zastanawiać, bo wciąga cię wir codziennych zajęć.

Wytłumacz mi to

Dwa dni później otrzymujesz SMS o treści: „Zadzwoń do mnie jak najszybciej, to pilne.”. Oddzwaniasz i słyszysz:

– Cześć, co słychać? Słuchaj, mam taką sprawę, jak Ci pisałem, zajmuję się przeprowadzaniem wywiadów z różnymi osobami i potrzebuję tłumacza. Jadę we wtorek na spotkanie ze znanym polskim celebrytą (pozwólcie, że nazwiska sobie daruję) i potrzebna mi osoba, która będzie mi go tłumaczyła na język angielski.

– Cóż, rozumiem, ale ja się chyba nie nadaje do takiej pracy. Jestem nauczycielem polskiego, nie czuję się z moim angielskim na tyle dobrze, żebym miała kogoś tłumaczyć – odpowiadasz. – Mam kilku znajomych, którzy się tym zajmują, mogę Ci ich polecić, ale ja raczej wolałabym pozostać przy nauczaniu polskiego.

– Słuchaj, to spotkajmy się w moim biurze jutro, zobaczymy, jak sobie z tym radzisz. Jak nie dasz rady, to poszukamy kogoś innego. A przy okazji obgadamy kwestie kursu polskiego. Masz czas?

– No, akurat mam. Dobrze, to podaj mi dokładny adres.

Umawiacie się na godzinę 16.00 w centrum Warszawy. Twoje zdziwienie wzrasta i nie wiesz, co o tym wszystkim myśleć. Nie znasz człowieka, ale nie umawiasz się z nim w ciemnym zaułku, ale w ścisłym centrum miasta, gdzie zawsze jest tłum ludzi. Zresztą, gość jest niski i chudy, na oko pod pięćdziesiątkę, zadbany, ale nie wygląda na gwałciciela. Stwierdzasz, że pora spotkania nie sprzyja stworzeniu niebezpiecznych lub dwuznacznych sytuacji, a może zyskasz nowego ucznia (a może nawet kilku, bo zdaje się, że coś wspominał, że w jego firmie kilka osób chciałoby uczyć się polskiego), więc ostatecznie możesz poświęcić swoje jedyne wolne popołudnie w tym tygodniu, żeby się z nim spotkać. Podjąwszy decyzję wracasz do swoich zajęć niespecjalnie się przejmując tym, co Ci to spotkanie może przynieść. Zresztą, nadal nie za bardzo wiesz, z kim masz do czynienia. Mężczyzna mówił, że pracuje w firmie zajmującej się robieniem filmów, i jest z Ameryki ale to wszystko, co udało Ci się od niego dowiedzieć. No, może jutro przyniesie jakieś nowe wiadomości.

Spotkanie z prezesem

– Zadzwoń do mnie, jak będziesz pod biurem, to po Ciebie wyjdę. – słyszysz w słuchawce. Postępujesz według instrukcji i w umówionym miejscu spotykasz swojego nieznajomego znajomego z ulicy, który wita Cię jak przyjaciela. Jedziecie na któreś naste piętro w wieżowcu wybudowanym w ścisłym centrum stolicy i zostaje Ci zaproponowana kawa. Jasne, czemu nie… Robicie kawę w kuchni i siadacie w sali spotkań. Ponieważ nie przyszłaś na rozmowę o pracę, ale z propozycją współpracy i to na zaproszenie zainteresowanego, czujesz się dość swobodnie, dużo się uśmiechasz, żartujesz i jesteś generalnie dosyć rozmowna. Jedyną osobliwą rzeczą, jaką zauważasz to… fakt, że jakoś nikt nie jest specjalnie zdziwiony, że jesteś, gdzie jesteś. Że robisz kawę w biurze, które odwiedziłaś pierwszy raz w życiu i siedzisz w pokoju z… no właśnie…

– Mogę Cię zapytać, jakie właściwie jest Twoje stanowisko tutaj? – zadajesz pytanie swojemu gospodarzowi.

Mężczyzna reaguje śmiechem: 

– Ja? Haha, no ja jestem tutaj szefem. 

– Aha. – Myślisz sobie z ironią: „No to mnie zaszczyt kopnął.” Nie, żeby Cię to jakoś zbiło z pantałyku.

Siadacie w pokoiku i rozmawiacie przyjaźnie. Po angielsku oczywiście.

– To słuchaj, zaraz zawołam tutaj znajomego, żebyś coś przetłumaczyła, zobaczymy jak sobie radzisz…

– Wiesz co, ja naprawdę nie czuję się na siłach. Nie nadaję się do takiej pracy. Nie na tym etapie. Mogę Cię uczyć polskiego, ale do tłumaczenia lepsza byłaby moja koleżanka. Mogę do niej zadzwonić, czy ma czas we wtorek, to przetłumaczy Ci ten wywiad. Ona studiuje lingwistykę stosowaną i jej angielski jest absolutnie bez zarzutu.

Rozmówca zgadza się, Dzwonisz do kumpeli, podajesz słuchawkę. Mężczyzna ustawia z nią spotkanie w sprawie tłumaczenia na następny dzień.

– Ale przyjdziecie obie, prawda?

– No, jeżeli to konieczne, to tak, przyjdę – odpowiadasz.

– Bo wiesz, o co chodzi, tłumaczenie tłumaczeniem, ale twoja twarz świetnie by się prezentowała w kamerze. Jesteś naprawdę piękną kobietą.

– Dziękuję. – odpowiadasz z uśmiechem bez zbytniego zaskoczenia. W końcu nie pierwszy raz słyszysz tego typu komplementy.

– Tak w ogóle, to zaprosiłem Cię tu w nieco innej sprawie. Wtedy, na ulicy, byłem bardzo pod wrażeniem, gdy Cię zobaczyłem. Jesteś prześliczna i masz coś takiego w oczach… Taką niesamowitą energię, jak tylko Cię zobaczyłem, to już to wiedziałem! 

– Mhm, co przez to rozumiesz?

– Jakiś taki pęd życia, niespożytą siłę do osiągnięcia wszystkiego, co tylko sobie zamarzysz. Chciałbym zaproponować Ci pracę w mojej firmie. Jako nauczyciel polskiego oczywiście, ale nie tylko…

– Że co? To znaczy w jakim charakterze?

– Chciałbym, żebyś pracowała ze mną i kontaktowała się z ludźmi. Będziesz działać w marketingu i jeździć na spotkania z biznesmenami (tu posypały się nazwiska kilku najbogatszych ludzi w Polsce i bardzo znanych firm). Mówiłaś, że wybierasz się do USA? 

– Tak, chciałabym na wakacje pojechać do Stanów z takiego projektu dla studentów.

– Jak będziesz dla mnie pracować, to będziesz latać do Stanów co miesiąc.

Czegoś tu nie rozumiesz. Przyszłaś w zupełnie innej sprawie i nagle gościu proponuje Ci pracę. Całkiem niezłą pracę, brzmi ciekawie. Grafik miałby być elastyczny i dostosowany do Twoich potrzeb. Po trzech miesiącach szkolenia, według jego słów, będziesz już mogła samodzielnie wykonywać wszystkie swoje obowiązki. A do tego będziesz podróżować.

– Ale co to za obowiązki konkretnie? – dopytujesz – czy mógłbyś mi to pokazać na piśmie, z jakimiś umowami, konkretnymi stawkami? Takie dywagowanie niczego nie wnosi, nadal nie do końca wiem, co miałabym robić pracując dla Ciebie. Zresztą, nie znam przecież tak dobrze angielskiego…

– Nauczę Cię angielskiego. Ty będziesz mnie uczyć polskiego, a ja Ciebie angielskiego.

Moment, coś tu jest nie halo. Spotykasz gościa na ulicy, przypadkiem, spóźniając się na zajęcia. Potem lądujesz u niego w biurze, gdzie proponuje Ci pracę. Gdzie sens, gdzie logika?

– Zobacz – wyciąga swój telefon komórkowy – to jeden z projektów, którym teraz się zajmujemy. Trzeba będzie spotkać się z tym szejkiem z Emiratów Arabskich. Jest to szósty w kolejności najbogatszy człowiek na świecie. Wysłałbym Cię na rozmowę z nim.

Zdaje Ci się, że otwierasz oczy bardziej niż kiedykolwiek. Że co proszę???

– Lecimy do Dubaju akurat w Sylwestra. Nie ma możliwości przeprowadzenia tego wcześniej. Ty poleciałabyś z nami. Wiesz, jacht, jedzenie, najbogatsi ludzie świata. Generalnie taka atmosfera…

– Co proszę? – twoje zdziwienie rośnie z minuty na minutę. W głowie kłębią się myśli, że nadal nie wiesz o co chodzi, że masz zaplanowanego Sylwestra i generalnie życie, że jesteś bardzo szczęśliwa, że żyjesz tak, jak żyjesz i że co ten człowiek właściwie od Ciebie chce…

– Zobacz – pokazuje Ci na telefonie dwie wysokie dziewczyny pomiędzy którymi stoi Arab ubrany na biało. Otoczenie, w którym się znajdują, przypomina luksusowy pałac. – to dwie dziewczyny ode mnie. Spotkałem je, tak jak Ciebie, na ulicy w Warszawie. To siostry. Niemki. Zaprosiłem je tutaj i teraz pracują dla mnie. Są już w Niemczech i stamtąd podróżują po całym świecie. Z tym szejkiem są bardzo zaprzyjaźnione, często do nich dzwoni.

– Ale po co? – pytasz naiwnie.

– A tak, pogadać, zapytać, co u nich słychać. – odpowiada z uśmiechem twój rozmówca wpatrując się w Ciebie dość intensywnie. – Wiesz, one są świetne w tym, co robią. Też mają w sobie to coś. Ale ty… ty byłabyś od nich sto razy lepsza. Od razu to zauważyłem.

-??? – twoja mina wyraża kompletne niezrozumienie.

– Jesteś piękna, bardzo inteligentna (masz pewnie ponad 120 IQ, nie?), nad wyraz uczciwa (to widać, naprawdę, ja widzę od razu takie rzeczy, wystarczy mi rzut oka!), a przede wszystkim masz w sobie to coś! Tę energię, tę moc do osiągania swoich celów. Jestem Tobą absolutnie urzeczony. Absolutnie. Do tego stopnia, że chciałbym sprawić, żebyś była szczęśliwa. Chciałbym spełnić każdą Twoją prośbę, każde życzenie…

– Ale dlaczego?

– Nie wiem dlaczego, po prostu. Ty tu dzisiaj rządzisz.

– Oh, doprawdy? Jesteś świetnym żartownisiem. Nie rozumiem, do końca o co Ci chodzi…

– Ja też nie rozumiem. Ale jestem niesamowicie szczęśliwy, że jesteś tu dziś ze mną i że mogę na Ciebie patrzeć…

————————

Wtedy Duch wyprowadził Jezusa na pustynię, aby był kuszony przez diabła. A gdy przepościł czterdzieści dni i czterdzieści nocy, odczuł w końcu głód.Wtedy przystąpił kusiciel i rzekł do Niego: «Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz, żeby te kamienie stały się chlebem».Lecz On mu odparł: «Napisane jest: Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych». Wtedy wziął Go diabeł do Miasta Świętego, postawił na narożniku świątyni rzekł Mu: «Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się w dół, jest przecież napisane: Aniołom swoim rozkaże o tobie, a na rękach nosić cię będą, byś przypadkiem nie uraził swej nogi o kamień». Odrzekł mu Jezus: «Ale jest napisane także: Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego» Jeszcze raz wziął Go diabeł na bardzo wysoką górę, pokazał Mu wszystkie królestwa świata oraz ich przepych i rzekł do Niego: «Dam Ci to wszystko, jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon». Na to odrzekł mu Jezus: «Idź precz, szatanie! Jest bowiem napisane: Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz» Wtedy opuścił Go diabeł, a oto aniołowie przystąpili i usługiwali Mu.

Mt, 4, 1-6

Pozwoliłam sobie przerwać na chwilę tajemniczą rozmowę, która zaczynała powoli zmierzać w zupełnie niezaplanowanym kierunku. Pozwoliłam sobie dotychczas umieścić Ciebie, Drogi Czytelniku, w roli bohatera mojej historii, ponieważ taka sytuacja mogła się przydarzyć każdemu (a raczej każdej), niekoniecznie mnie. W dalszej części zmienię optykę. Czy moja fabuła brzmi dla Ciebie nieprawdopodobnie? Takie rzeczy dzieją się tylko w filmach? Też tak myślałam, dopóki sama tego nie doświadczyłam na własnej skórze. Co bardziej kumaci pewnie zaczęli już podejrzewać, że coś tu nie gra i generalnie wszystko jest dość… dziwne, powiedziałabym, nie z tej ziemi. Superbogaty i megazajęty prezes potężnej firmy spędza popołudnie z młodą studentką, nauczycielką polskiego. I ich rozmowa nie trwa 15 minut. Nie trwa pół godziny. Siedzą w biurze aż zrobi się ciemno… bite 240 minut….

————————

«Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz, żeby te kamienie stały się chlebem»

– Jestem prezesem tej firmy (wyciąga w moją stronę kolorową wizytówkę). W tej branży jestem już od wielu lat… Mam szerokie znajomości, współpracowałem z wielkimi firmami (wymienia je), znasz je? Oczywiście… Znam się osobiście z gwiazdami Hollywood, niektórzy z nich to nawet moi przyjaciele. Ale jak Ci powiem, to mi nie uwierzysz…

– Dlaczego? Zasadniczo staram się wierzyć ludziom, bo sama jestem wobec nich szczera.

– Znasz…. (pada nazwisko pewnej aktorki)?

– Oczywiście.

– To moja dobra przyjaciółka, nieraz dzwonimy do siebie. Ale ona teraz ma ciężkie życie, zajęła się gotowaniem…

– Aha… No, ja nie oglądam zbyt wielu filmów, generalnie nie oglądam telewizji…

– Ja też nie! Bardzo słusznie, tylko głupcy oglądają ten chłam – pokazuje na ekran telewizora, który znajduje się w pomieszczeniu. Właśnie są na nim wyświetlane wiadomości z BBC i widać wypowiadającego się Donalda Trumpa.

– On zdaje się też jest jednym z tych big people (tak mój rozmówca określał swoich wpływowych znajomych)…

– On? To idiota. Bankrut. Bankrutował już 7 razy…

– Aha… A wiesz, zapomniałam Ci powiedzieć, że też śpiewam.

– Śpiewasz? A wiesz, że mam studio nagraniowe?

– Doprawdy? A czy jest coś, czego nie masz?

– W świecie showbiznesu? To moja działka, tu mam wszystko. Poczekaj, musisz czegoś posłuchać…

Wyciąga znowu telefon i włącza jakąś piosenkę. Nazwisko wokalisty brzmi jakoś arabsko. Głos słyszany w nagraniu jest niczego sobie.

– Podoba Ci się?

– Tak, całkiem ładne. 

– Nagrałem całą jego płytę. Nagrałem mnóstwo jego utworów. Może coś zaśpiewasz?

– Może lepiej nie… Dzisiaj wybieram się z przyjaciółką na karaoke…

– To ja mam propozycję, zróbmy tutaj karaoke! Zamknę drzwi, na ekranie wyświetlimy tekst i będziesz śpiewać…

– Znowu żartujesz, prawda?

– Oczywiście, że żartuję…

Zapada chwila ciszy i konsternacji. Próbuję zacząć temat… ile czasu jeszcze będziemy tu siedzieć i do czego właściwie prowadzi ta rozmowa?

– Powiedz mi, ile chciałabyś zarabiać?

(podaję sumę, którą uważam za wystarczającą na moje potrzeby)

– Co?! Bo zakończymy naszą rozmowę! Tyle? Błagam! Ty potrzebujesz minimum 10 000 miesięcznie, żeby w ogóle przeżyć!

– Ja? Jakoś do tej pory sobie świetnie radzę, żyję i jestem bardzo szczęśliwa…

– Na fryzjera, kosmetyczkę, ubrania, buty… Widzę, że nosisz obcasy?

– Tak, noszę obcasy, coraz częściej. Wcześniej tego nie robiłam, bo jestem dosyć wysoka…

– Powinnaś absolutnie nosić obcasy. Twoje nogi wyglądają w nich zabójczo! Hmm, myślę sobie, że kiedyś kupię Ci szpilki…

– Hę? Nie ma takiej potrzeby, mam szpilki…

– Nie lubisz butów? 

– Lubię. I lubię sama je sobie kupować… Ale generalnie nie uważam, żeby ubranie było najważniejsze. Zresztą i dzisiaj nie jestem ubrana zbyt elegancko… (zdajesz sobie sprawę, że po porannym basenie nie miałaś kiedy wskoczyć w bardziej reprezentacyjny strój).

– Och, wyglądasz perfekcyjnie! Wiesz, w ogóle masz coś takiego niesamowitego w twarzy… Jak patrzę z jednego profilu, a później drugiego, to masz jakby dwie twarze!

– Że co, proszę?

– To synonim piękna! Jeden twój profil jest piękny, ale drugi jeszcze piękniejszy!

– Dziękuję, to chyba najbardziej wyrafinowany komplement jaki w życiu usłyszałam – mówię rozbawiona.

«Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się w dół, jest przecież napisane: Aniołom swoim rozkaże o tobie, a na rękach nosić cię będą, byś przypadkiem nie uraził swej nogi o kamień»

– Co najbardziej kochasz?

– Hmm… Chyba… Boga.

Oczywiście nie obyło się bez rozmowy o religii. Niczego nie ukrywałam przed moim rozmówcą i wyraźnie podkreślałam, że jestem bardzo szczęśliwa, bo wierzę w Boga.

– Nie, ale co najbardziej kochasz robić?

– Chyba… śpiewać. Uczyć. Kocham to, co robię.

– Hmm, a kiedy czujesz się najszczęśliwsza?

– Kiedy? Chyba… zawsze. Teraz jestem bardzo szczęśliwa, w tym momencie. Mam obecnie bardzo dobry czas w życiu, wszystko mi się układa….

– Nie, wcale nie, nie teraz jesteś najszczęśliwsza. Wiesz kiedy jesteś? Kiedy bierzesz prysznic…

– Hę?

– Kiedy bierzesz prysznic, zanurzasz swoje ciało w gorącym strumieniu i wsuwasz swoje palce między włosy masując swoją głowę (oczywiście mówiąc o tym demonstruje to na sobie zarówno gestem, jak i tonem głosu okazując, w jego mniemaniu, niezmierzone szczęście). I wtedy czujesz się wolna, rozluźniona, wtedy czujesz, że żyjesz! Wtedy nabierasz energii na cały dzień, to jest twoje 5 minut! To jest najwspanialszy moment Twojego dnia!

– No, niech Ci będzie, ostatecznie lubię brać prysznic, ale nigdy nie patrzyłam na to w ten sposób.

– Pokaż mi swoją dłoń.

– W jakim celu?

– Pokaż mi – bierze moją dłoń. – Wszystko jest wypisane na Twojej dłoni…

– Będziesz mi czytał z ręki? – zaśmiałam się – nie próbuj nawet. Nie wierzę w takie rzeczy. Wierzę w Boga.

Mój rozmówca ignoruje moje uwagi i nie puszcza mojej ręki.

– Oooo… widzisz tę linię, to jest twoja linia sukcesu, będziesz mieć wielkie sukcesy…

– Doprawdy? Mnie się wydaje, że moje życie będzie wyglądało dokładnie tak, jak zechcę, aby wyglądało. Wierzę, że nie ma nic nie możliwego dla tego, kto wierzy.

– O, a tutaj, ta część dłoni wskazuje na to, że byłaś kiedyś bardzo smutna. Że płakałaś. Ktoś Cię bardzo zranił?

– No, myślę, że jak każdy miałam w życiu chwile smutne i radosne. Przechodziłam pewne problemy osobiste, ale nie jest to niczym nadzwyczajnym.

– O, a tutaj widzę, że będziesz miała jednego męża całe życie. I że wyjdziesz za mąż… przed 24 rokiem życia!

– Hahahah, serio, nawet to jest tam napisane? Już wystarczy, nie chcę tego słuchać, to są jakieś bzdury. – zabrałam rękę. 

– Wspomnisz moje słowa. Kiedy masz urodziny?

– W kwietniu. 

– To zobaczysz sobie, że za dwa lata w kwietniu będziesz już mężatką. Zobaczysz!

– To naprawdę są jakieś bzdury. Będę mężatką kiedy zechcę! To jest tylko i wyłącznie mój wybór, ale uwierz – nie spieszy mi się do tych przyjemności.

– Kiedy dokładnie masz urodziny? Niech zgadnę (podaje jakiś przedział dat). Słuchaj, bo w kwietniu 2019 akurat jest taka bardzo ważna impreza dla kliku stacji telewizyjnych. Powiedz mi, kiedy masz urodziny, to najwyżej zmienię jej datę dla Ciebie...

– Co? Ale w jakim celu? Nie ma takiej potrzeby, nie rób sobie kłopotu…. – nic z tego nie rozumiem. W co ten człowiek gra?

– Wiesz, żeby kupić Ci prezent itd.

– Nie trzeba urodzin do kupowania prezentów. A tym bardziej zmieniać jakichś ustalonych wcześniej dat!

– A chcesz zobaczyć moją rękę?

– Ja nie czytam z ręki. – odpowiadam. – Mówiłam Ci, że nie wierzę w takie rzeczy.

Mimo tego podaje mi swoją dłoń. Otwiera wewnętrzną stronę i moim oczom ukazują się linie papilarne, które układają się w kształt litery „M”. Zupełnie jakby ktoś tam wypalił kształt tej litery.

– Co oznacza to „M”? – pytam.

– Że jestem bardzo złym człowiekiem.

«Dam Ci to wszystko, jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon»

– Słuchaj, ja już trochę Ci opowiedziałem o Tobie. Myślę, że jesteś nad wyraz dobrą osobą i masz bardzo czyste serce. To widać, kiedy się z Tobą rozmawia, to wynika z Twoich słów.

– Hmm.. Kocham ludzi i staram się być dla nich dobra.

– Jeśli kochasz ludzi, to znaczy, że mnie też kochasz?

– Kocham Cię tak, jak Bóg poleca wszystkich kochać. A Ty wierzysz w Boga?

– Przeszedłem już w życiu chyba każdą religię. Islam, buddyzm, chrześcijaństwo… dzisiaj wierzę w naturę. Wierzę w naukę, w harmonię, która tworzy wrzechświat. Że to, co nas otacza i jest piękne, dzieje się w pewnym porządku, że ziemia się kręci, że mija czas, że spotykają się mężczyzna i kobieta

– Ale co to ma do rzeczy? Słuchaj (patrzę na zegarek), jest już późno, czy możemy już kończyć? Dlaczego właściwie trzymasz mnie tutaj tak długo? 

– Dlaczego właściwie siedzę tu z tobą tak długo? Padła mi bateria w telefonie, odwołałem wszystkie spotkania, żeby tylko z tobą tu siedzieć. I czuję, że wierzę w każde Twoje słowo, że wszystko, co mówisz do mnie jest prawdą, że spełnię każdą Twoją prośbę. Masz jakieś życzenie?

– Idź ze mną do kościoła.

– Do kościoła? – jest wyraźnie zaskoczony moją prośbą – ale gdzie do kościoła, kiedy?

Podaję adres, godzinę, bliższe szczegóły.

Nie, ja nie jestem dobrym człowiekiem. Jestem bardzo złym człowiekiem. Boję się.

– Dlaczego tak uważasz? Bóg wszystkich stworzył na swój obraz i podobieństwo, a to oznacza, że każdy ma w sobie pierwiastek dobra. Czego, jak czego, ale kościoła nie trzeba się bać.

– A co Ty o mnie myślisz?

– Ja o Tobie? – ponieważ nie mam w zwyczaju kłamać, jak również nie chcę obrazić mojego rozmówcy odpowiadam – jesteś miły, ekstrawagancki. Konkretny. Masz niecodzienne metody szukania pracowników. I… jesteś… dziwny.

– Dziwny…? – mam wrażenie, że chce usłyszeć coś jeszcze. 

– Ale w jakim celu zadajesz mi to pytanie? Mam wrażenie, że zarysowaliśmy granice naszej znajomości. Możemy się kolegować, ale chyba nie wyobrażasz sobie, że może być z tego coś więcej?

– Ależ nie, oczywiście, że nie. Tylko przyjaźń?

– Tylko i wyłącznie.

– Rozumiem. Jesteś moim przyjacielem… – po chwili zastanowienia – Tak, mam wrażenie, że Bóg się o mnie upomina, bo Ciebie spotkałem i słyszę znowu o Bogu. Ja Mu uciekam, a On mnie chyba wszędzie znajdzie

– Nie bardzo rozumiem, co masz na myśli…

– Wiesz co, możesz uczynić mnie wierzącym w bardzo krótkim czasie. Jednym słowem, tu i teraz.

– ??

Pokochaj mnie.

– Że co?

– Kochaj mnie. Jak mnie pokochasz, to zostanę chrześcijaninem. Wszystko jest teraz w Twoich rękach. A jak nie zostanę nim, to będzie Twoja wina, bo miałaś możliwość mnie nim uczynić. Przecież mówię Ci, że zrobię wszystko, co zechcesz, dla Ciebie.

– Ale przecież Bóg Cię kocha. I On Cię kocha i może kochać o wiele bardziej niż ja mogłabym kiedykolwiek. To, czy zostaniesz chrześcijaninem to Twój wybór. Twoja wolność. Ja nie mam nic wspólnego z tym. Mogę Ci opowiadać o Bogu, ale to Twoja decyzja, czy zechcesz w Niego uwierzyć…

Dzwoni telefon. 

– To moje dziewczyny z Niemiec. – odbiera – Cześć Maria! Co słychać?  …

Wtedy opuścił Go diabeł, a oto aniołowie przystąpili i usługiwali Mu.

Trwa rozmowa. Ja w tym czasie szybko piszę na messagerze kilku osobom gdzie jestem i co robię, żeby się nie martwili. I że nic mi nie jest. Otrzymuję odpowiedź: „Ile czasu tam siedzisz?! Uciekaj stamtąd! To wszystko śmierdzi!”

Mój Amerykanin pochodzący z Bliskiego Wschodu kończy wreszcie rozmowę telefoniczną. Pożyczyłam mu powerbank, więc trochę zdążył podładować telefon.

– Słuchaj – zaczynam – jest już późno, muszę już iść (zegar wybił 20.00. W biurze jest praktycznie pusto). Mówiłam Ci, że jestem dziś umówiona na karaoke…

– No dobrze, to poczekaj wyjdziemy razem, odprowadzę Cię. Ale jutro przyjdziesz?

– Tak, zastanowię się…

Ubieram się w kurtkę. Przechodząc koło recepcji widzę z okna całą nocną panoramę Warszawy. 

– Co za piękny widok… – mówię.

– Jutro, jak przyjedziesz w dzień, będziesz mogła zrobić zdjęcie, bo teraz obiektyw odbija się od szyby i widać nas, a nie to, co jest za oknem…

– Tak, tak… – odpowiadam. 

Zjeżdżamy windą i wychodzimy z budynku. Idziemy w stronę mojego przystanku. Mój towarzysz nasuwa na uszy śmieszną czapkę uszatkę. Wygląda w niej uroczo. Zupełnie nie jak prezes wielkiej korporacji.

– A Ty? Masz jakieś plany na wieczór? – pytam.

– Ja? – wydaje się rozkojarzony – Nie, nie mam żadnych planów.

– Aha. No nic. Dziękuję za odprowadzenie. Czy mogę mieć do Ciebie pytanie na koniec? W jakim celu rozmawiałeś ze mną tak długo i w ogóle na różne tematy? O pracy gadaliśmy tylko przez godzinę, a spędziliśmy razem cztery razy tyle. Dlaczego?

– Powiem Ci dlaczego. Chciałbym mieć rodzinę i dzieci…

W tym momencie nadjechał mój autobus. Był to naprawdę najbardziej odpowiedni moment! Zaczynało to wszystko iść w złą stronę i budziło we mnie pewien niesmak. Zdałam sobie sprawę, że zmarnowałam cztery cenne godziny mojego czasu nie wiadomo na co. Wizja pozostawiona mi przez mojego arabskiego Amerykanina napawała mnie przerażeniem. Że co? Że jakie dzieci???! Na wszelki wypadek napisałam do niego SMS o treści: „Ale z tymi dziećmi to żartowałeś, prawda?”, na co otrzymałam odpowiedź: „Nie, dlaczego? Myślałem, że lubisz dzieci?”. Dobry Boże – pomyślałam – w co ja się wpakowałam. Dobrze, że nie wsiadł za mną do autobusu. Na szczęście nie jechałam do mojego mieszkania, ale na parking, gdzie zostawiłam samochód, więc nawet gdyby przyszło mu do głowy mnie śledzić, to nie znalazłby mojego miejsca zamieszkania.

Jak pijana wsiadłam za kierownice mojego auta i pognałam do domu zahaczając o stację benzynową. Byłam tak skołowana, że nie mogłam znaleźć wlotu do paliwa. Obchodziłam samochód ze 3 razy. Aż jakiś mężczyzna tankujący po sąsiedzku zapytał, czy wszystko w porządku i czy nie potrzebuję pomocy…

Ilość wrażeń tego dnia była ponad moje siły. Wróciłam do mieszkania czując się jak wyciśnięta gąbka. Intensywność przeżytego doświadczenia, 4-godzinnej konwersacji po angielsku, zmęczenia całotygodniowego (gdyż był to czwartek) i postawionego sobie wewnętrznego znaku zapytania „co tu się właśnie wydarzyło” powodowały, delikatnie mówiąc, ostry mętlik w głowie. Gdy przekroczyłam próg mieszkania, moja współlokatorka popatrzyła na mnie ze współczuciem i powitała mnie słowami:

– Jutro nigdzie nie idziemy.

– Nie idziemy – odpowiedziałam. I nie miałam już siły się z tego wszystkiego tłumaczyć. Po drodze wykonałam milion telefonów do przyjaciół i bliskich rozważając wszelkie możliwe opcje.

Po chwili przemyślenia dotarło do mnie, co właściwie się wydarzyło i do czego to miało prowadzić.

The following day

Jeszcze tamtego wieczoru napisałam piękną wiadomość, dlaczego nie pojawimy się z koleżanką na spotkaniu w biurze kolejnego dnia. Dzięki wizytówce wyszukałam mojego rozmówcę na facebooku. Nie było to nawet trudne, nie było w wyszukiwarce nikogo innego o tym imieniu i nazwisku. Okazało się, że ma milion zdjęć. Głównie… dzieci. Tudzież żony. Żon. Rodziny. Generalnie okazało się, że to bardzo rodzinny człowiek jest. Szkoda, że nie wspomniał o tym nawet słowem przez cztery godziny naszej rozmowy.

Byłam kompletnie skołowana, bo zdałam sobie sprawę na jakim stanowisku pan prezes chciał mnie widzieć. I nie miało znaczenia tutaj moje wykształcenie. Nie miało znaczenia to, że uczę polskiego („Będziesz miała uczniów, ilu chcesz! Wystarczy, że powieszę w biurze Twoje zdjęcie i powiem: „To jest wasza nauczycielka” – wszyscy, wtedy wszyscy przyjdą!”). Nie miało nawet znaczenia, czy dobrze znam angielski. 

Koleżanka, która była razem ze mną gdy mój „arabski książę” spotkał nas w drodze na uczelnię powiedziała mi, że to nie do końca chyba było tak, że on szukał drogi i zapytał nas o nią. „On na Ciebie patrzył jak jeszcze byłyśmy w metrze. Zagadanie o drogę, to był tylko pretekst. Twoje kursy polskiego też.”

Rola kochanki prezesa nie odpowiada absolutnie moim ambicjom, więc rano wysłałam Amerykaninowi wiadomość o tym, że nie jestem zainteresowana jego ofertą, że życzę mu szczęścia i „niech Pan Bóg będzie z Tobą”, na co otrzymałam odpowiedź „Please, don’t be so serious!”. I tak skończyła się nasza znajomość. Bo na tę wiadomość prezes nie otrzymał już mojej odpowiedzi.

****

Podsumowując moje dość długie wywody, kochani, piszę tę historię, która jest oparta na faktach, a która generalnie ma wiele, wiele jeszcze wątków, żeby was ostrzec. Szczególnie młode, naiwne dziewczyny, które, co bardzo mocno dotarło do mnie, kiedy już wróciłam do domu i przemyślałam całą sprawę, pewnie przystałyby na propozycję prezesa myśląc, że złapały Pana Boga za nogi. Kuszące życie w luksusie, bajeczna pensja, jak na studenckie warunki, znajomości z Hollywood, studio nagraniowe, buty, prezenty, generalnie życie jak w bajce. Tylko kto jest w tej bajce księciem, a kto złą czarownicą. Kto wróży z ręki, a kto ma w ręce Twoją przyszłość?

Kto wie, czy gdyby nie moja obecna życiowa kondycja, niesamowity pokój serca, jakiego doświadczałam i doświadczam, otwartość i poczucie Bożej obecności, kto wie, czy nie zgodziłabym się na tę propozycję nieznajomego nie wiedząc nawet w co się pakuję, w jakie wchodzę środowisko. Może, gdyby zaproponował im taką pracę kilka lat temu, to weszłabym w to, jak w masło. A potem może skończyła jak, opisywane przez Piotra Krysiaka, dziewczyny z Dubaju na jachcie z jakimś Szejkiem, czy innym arabskim księciem… Trudno powiedzieć. Ale dziękuję Bogu, że uchronił mnie przed tym, że dał mi Ducha Świętego, że nawet w takiej sytuacji mogłam być jego świadkiem i głosić Jego chwałę. Że uchronił mnie i mnie wspierał. Że dał mi doświadczenie, abym mogła inne dziewczyny ostrzegać przed niebezpiecznymi konsekwencjami ich naiwnych decyzji. 

Take a look around me
Taking pages from a magazine
Been looking for the answers
Ever since we were seventeen

You know the truth can be a weapon
To fight this world of ill intentions
A new answer to the same question
How many times will you learn the same lesson?

I think they got it all wrong
We just gotta hold on
And on and on and on…

Skomentuj jako pierwszy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.