Przejdź do treści

Medice, cura te ipsum.

Od kilku tygodni Polskę ogarnęło zbiorowe szaleństwo. We wszystkich mediach słychać, odmienione na wszystkie sposoby, słowo: „strajk”. Nauczyciele w szkołach nie uczą, tworzą listy i piszą patriotyczne piosenki przeciw rządowi i niewrażliwemu społeczeństwu, taksówkarze blokują drogi w nadziei na to, że w końcu ktoś zakaże korzystania z internetu po 22.00, rolnicy szykują się do kolejnego zmasowanego jabłkowego ataku na stolicę (prawdopodobnie szkolą teraz do boju, zamiast świń –  krowy 500+), a Warszawiacy mają już wszystkiego dość i protestują przeciwko protestom….

Na miejscu rządu też bym zaprotestowała i odechciałoby mi się już cokolwiek dla takiego kraju robić. Da się tak? Polacy! Co z wami?

Jako obserwator mający, chcąc nie chcąc, do czynienia z różnymi grupami społecznymi (choć nie ukrywam, że warstwa belferska jest mojemu sercu najbliższa) patrzę na nasz naród przygotowujący się do najważniejszych kościelnych świąt, wydarzenia bez precedensu – świętowania Zbawienia Świata! – z rosnącym przerażeniem. Rodacy! Co się z nami stało? Może czas na chwilę zatrzymać szturm boju o swoje i zastanowić się, tak na chłodno, w co my się właściwie daliśmy wciągnąć? I do czego to wszystko doprowadzi? Ta nieustanna zawiść, zaglądanie do cudzego ogródka, krytyka, wieczne niezadowolenie, krzyk, złość i nieustanne roszczenia? A o co to wszystko? O PIENIĄDZE?

Jasne.

Czy ktoś musi dokonać aktu publicznego samospalenia, żeby tę spiralę zatrzymać?

Jeszcze dwa miesiące temu wszyscy w Polsce żyli gdańską tragedią prezydenta Adamowicza. Przerażenie sięgnęło zenitu – ale jak to? Jak to, tak po prostu wszedł na scenę i zabił? I to jeszcze przecież człowieka, który w tamtym momencie walczył (!) w dobrej sprawie (chociaż nie da się ukryć, że był „przebrzydłym” przedstawicielem władzy)!

Później wszędzie wypowiadali się ludzie znający się, bądź mniej, na temat „hejtu”, „mowy nienawiści”, „przemocy” itd. Zgrabny temat, poruszający. Można napisać piosenkę, można porozmyślać, jacy to ludzie są niewrażliwi, jacy samolubni. „No ja rozumiem, że można się z kimś nie zgadzać, ale każdemu się należy szacunek przecież, nie żeby od razu z nożem na niego”. Jednym słowem wielkie narodowe poruszenie, konferencje prasowe, dyskusje (sama byłam na jednej takowej w Senacie RP). I jaki skutek?

Wybory coraz bliżej, obietnic coraz więcej, OCZEKIWAŃ coraz więcej. Czego chcą Polacy? Otóż, moi drodzy, teraz będzie przykra obserwacja, przez którą muszę się wstydzić, ucząc naszego pięknego języka osób z zagranicy, tej czarnej strony naszej polskiej mentalności. Bo to, że potrafimy się zorganizować w razie zagrożenia, że potrafimy cierpieć dla narodu, że umiemy oddać życie w słusznej sprawie, w imię lepszego jutra – to wszystko nasza historia potwierdziła już wielokrotnie. Że jesteśmy gościnni, hojni, otwarci, że umiemy po gawędziarsku ponarzekać sobie trochę na otaczającą nas rzeczywistość – to jest do przełknięcia i tego nie boimy się o sobie głośno powiedzieć. Ale czego chcemy od życia? Od innych Polaków? Od rządzących? Czego?

Ostatnio jedyną nasuwającą się odpowiedzią na to pytanie są… pieniądze. Ale nie, że jakoś dużo, nie… nawet, żeby mi je mieli dać kosztem innych. No chyba, że moim kosztem – to wtedy nie, niech nie dają. No bo w sumie, to sąsiadowi dali, on ma teraz takie życie niezłe. Jeździ sobie za granicę do pracy, kokosy ma! Domek sobie zbudował, samochód kupił… albo ten drugi, z drugiej strony płotu – ostatnio nawet remont zrobił… chyba firmę założył! Eeee! Powodzi mu się… długo to nie potrwa… no i popatrz, taki biznesniewiadomoco tyle ma kasy, a ja, zwykły szary Kowalski muszę się męczyć na etacie i nic nie mam z tego. To takie niesprawiedliwe. Powinni jemu zabrać, a mnie dać, żeby wszyscy mieli po równo, wtedy by było fer! Przecież jemu i tak wystarcza i jeszcze ma więcej, a ja? Muszę od 10. do 10. zaciskać pasa… – powiedział Kowalski, po czym poszedł odebrać swoje 500+, żeby kupić jakąś pizzę na obiad.

Wszystkim po równo… coś mi to przypomina. Chyba kiedyś już ktoś próbował na siłę coś takiego wprowadzić… Jakiś Robin Hood…? Co zabierał bogatym, a dawał biednym…? A nie, to nie polskie realia, co było w Polsce…? A wiem! Towarzysz Marks, rzeczywiście! Za Stalina wszyscy po równo klepali biedę i byli zadowoleni. To były czasy… A teraz ja tu biduję, a Nowak był na wakacjach w Egipcie… No, jawna niesprawiedliwość!

Głupi w ogóle ten Nowak. Takiemu się w życiu poszczęściło, ale rozumu to on za grosz nie ma. Jakieś tam studia niby skończył, ale głównie to kombinator jest. Oooo i pewnie z władzą sympatyzuje, to mu idą na rękę. Wszystko znajomki, plecy, plecki…. Tak, tak… O, patrz, widać przez okno, siedzi i nic nie robi, tylko sobie pije jakąś Whisky czy inne zagramaniczne swiństwo i tylko przerzuca te kanały na nowej plazmie, widać, jak ekran mu miga. Boże i tacy ludzie po świecie chodzą! Głupi, nic nie robi i ma, a ja robię i nie mam! Pracuję ciężko X godzin, a ten taki leser ma. O, macha coś do mnie, może pogadać chce… ja z takimi nie będę gadał, niech sobie siedzi, się pławi w swoich luksusach, dureń jeden, ja tu poważny jestem człowiek, uczciwie pracuję na swoje utrzymanie, a nie tak, jak niektórzy! No! Już nie machaj, nierobie leniwy! Nie będę z takimi kontaktów utrzymywał, pustakami, nie mój poziom rozmowy, nie będę gadał z takim. Ja jestem …. (górnik, nauczyciel, lekarz, prawnik, pielęgniarka, rolnik … ) i to, co robię jest najważniejsze! Beze mnie nie byłoby ….

Powiedział i poszedł z dziećmi na lody. A potem do sklepu na zakupy. Zjadł obiadek składający się z dwóch dań ugotowanych przez żonę. Bez mięsa to nie obiad. Położył dzieci spać, znowu coś jedno smarcze, ale to chyba nic poważnego. Włączył telewizor i wsłuchał się, co tam ciekawego w polityce. „A i jeszcze trzeba jutro zmienić opony w samochodzie, bo już wiosna…” – przeszło mu przez myśl…

***

Dlaczego tacy jesteśmy? Dlaczego z jednej strony ciągle musimy o coś walczyć, a z drugiej nie potrafimy się cieszyć z tego, co mamy? Docenić ciepły obiad, bezpieczny dom, zdrowie… To, że mamy pracę, że nawet lubimy pracować? No, w sumie należy nam się więcej za to, ile wysiłku w nią wkładamy, ale ostatecznie… niektórzy nie mają nawet tego. Niektórzy nie mieli nawet tego jeszcze kilkadziesiąt lat temu. A teraz? Teraz mamy wszystko, ale nic nam nie pasuje.

500+ nam nie pasuje, bo za robienie dzieci są pieniądze. A po co nam dzieci, trzeba się z nimi męczyć, wychowywać, a i tak nie wiadomo co z tego wyrośnie. No, ale z drugiej strony jak już są, to pójdę, wezmę… No, ale że ja dostaję, to w porządku, ale ten Kowalski z naprzeciwka to i tak już ma dużo kasy… mogli by mi dać więcej, a nie jemu jeszcze dokładać.

Dobra, rozdali nam trochę z tych naszych podatków. Coś tam budują, drogi jakieś, stadiony, coś tam zmieniają w tym państwie, ostatecznie jeździ się wygodniej i taniej (można np. zamówić UBERA), no, ale to z moich pieniędzy jest, ja bym mógł za te pieniądze pojechać na wakacje na Kretę…

No, ale skoro już rozdają, to może dadzą więcej? Zastrajkujmy, nóż widelec się uda. To może oprócz 500+ będą jeszcze inne dodatki. To co? Paraliżujemy naszą rzeczywistość? Ostatnio w tym kraju było tak nudno, NIC SIĘ NIE DZIAŁO…

Pokłóćmy się zatem, bo nie ma nic lepszego na nudę niż siarczysta kłótnia. Najpierw się zwyzywajmy od nierobów i idiotów, a potem powiedzmy, że popieramy, albo nie popieramy rządu. Bo to przecież wszystko wina Tuska. Albo Kaczyńskiego. Wszystko jedno, ale po co się tam pchał.

***

Naprawdę, kiedy myślę o tym wszystkim, to jest mi tak strasznie, strasznie przykro, że muszę o tym pisać. Wolałabym po dłuższej przerwie zacząć jakoś bardziej pozytywnie, a nie tak z grubej rury. Polaku! Czy naprawdę chcesz być taki? Zawistny? Zazdrosny? Zamknięty w swoich czterech ścianach z drogą Whisky w ręku i nieograniczonym dostępem do Big Brothera, żeby się pośmiać z „idiotów, którzy pozwalają robić z siebie pajaców na antenie”? Żeby poczuć się lepszym? Żeby mieć większy prestiż? Żeby być bardziej szanowanym? Żeby inni mi zazdrościli, ale nie daj Bóg, żeby coś zyskali z tej mojej krwawicy? Taki chcesz być? Polaku…

Gdzie w tym człowiek? Gdzie miłość i miłosierdzie? Gdzie poświęcenie? W czym jest godność człowieka? W kasie? Czy właśnie w dawaniu siebie, w wyrzekaniu się czegoś ze względu na kogoś…? Ale czy zawsze to ja muszę się wyrzekać czegoś w imię kogoś? Niech raz on się wyrzeknie! – i co…? wyrzekł się. Kiedy Tobie było ciężko. Lepiej Ci? Dobro wraca.

Dlaczego dzisiaj z rozrzewnieniem wspominamy Jana Pawła II? Bo mieszkał w luksusowym Watykanie i jeździł porsche?

Widzimy system, widzimy wszędzie wrogów, zagrożone nasze własne bezpieczeństwo i niewygodę. Widzimy tylko to, co leży na dwa kroki od nas, nie umiemy patrzeć wstecz, nie chcemy widzieć, że ktoś za nami idzie. Nie chcemy widzieć ile kosztuje KAŻDEGO, ABSOLUTNIE KAŻDEGO Z NAS codzienny wysiłek, obowiązków, pracy, przygotowań. 14 godzin na nogach, albo w papierach, stres potęgujący odpowiedzialność za czyjeś zdrowie, życie, czy wyniki w nauce. Nie widzimy zmęczenia sąsiada, widzimy tylko jego ładny nowy samochód. Nie obchodzi nas, co u niego słychać, jak się czuje, mamy DOSYĆ SWOICH PROBLEMÓW NA GŁOWIE. Nie widzimy ledwo trzymającej się na nogach babci w autobusie, bo akurat kłócimy się ostro na fejsbuku z jakimś naszym kolejnym antagonistą, któremu musimy udowodnić naszą mojszą rację. Nie pamiętamy, że to dawanie sprawia, że czujemy się szczęśliwi, potrzebni, że bez tego idioty z drugiej strony ekranu nie umielibyśmy żyć, nie chcielibyśmy żyć!

Wiele razy ostatnio przewijały się w sieci cytaty z kultowego filmu Dzień świra, szczególnie w kontekście nauczycieli, ich pensji, statusu społecznego, pracy. A może warto byłoby przypomnieć sobie inne sceny z tego filmu…

***

Jestem pewna, że Polakami trudno jest zarządzać. Jesteśmy trudni, uparci, mamy swoje racje. Nie zazdroszczę politykom ich pracy, bo przecież nie mogą sobie zastrajkować i wyjechać na Bahamy (chociaż bywali i tacy). Niektórzy nawet w czasie pracy, na służbie stracili życie (chociażby wczoraj wspominaliśmy niektórych z nich). Nie zazdroszczę narodom, które próbują z nami współpracować i chociaż jesteśmy uprzejmi i wykształceni (a przynajmniej za takich się często uważamy) to trudno nas zadowolić.

Za niecałe dwa tygodnie będziemy sobie przypominać Chrystusową Drogę Krzyżową. Będziemy porównywać w Kościele, kto przyniósł ładniejszą palmę, kto ma ładniejszy koszyczek i kto dał więcej na jałmużnę. Będziemy spotykać się z rodziną i składać sobie życzenia, cieszyć się, że nie musimy pracować, że jest czas na wspólne celebrowanie tego czasu. Będziemy dyskutować o polityce. Będziemy się kłócić….?

Kochani, czego chcemy? Jak chcemy, żeby wyglądało to państwo, co jest najważniejsze? Kto wygra wybory? Kto dostanie podwyżkę? Kto dostanie kasę? Kto jest w porządku a kto nie? Kto jest bardziej umoczony…? Czyja intencja/idea jest prawdziwsza, słuszniejsza, bardziej godna szacunku? Kto jest bez grzechu niech pierwszy rzuci kamieniem. Ten jeden jedyny byłby najbardziej godny podwyżki, szacunku i prestiżu. Tylko ten! Jest ktoś taki? Jest, ale ten nie myśli o sobie, tylko umywa nogi…

Było to przed Świętem Paschy. Jezus wiedząc, że nadeszła Jego godzina przejścia z tego świata do Ojca, umiłowawszy swoich na świecie, do końca ich umiłował. W czasie wieczerzy, gdy diabeł już nakłonił serce Judasza Iskarioty, syna Szymona, aby Go wydać, wiedząc, że Ojciec dał Mu wszystko w ręce oraz że od Boga wyszedł i do Boga idzie, wstał od wieczerzy i złożył szaty. A wziąwszy prześcieradło nim się przepasał. Potem nalał wody do miednicy. I zaczął umywać uczniom nogi i ocierać prześcieradłem, którym był przepasany. Podszedł więc do Szymona Piotra, a on rzekł do Niego: Panie, Ty chcesz mi umyć nogi? Jezus mu odpowiedział: Tego, co Ja czynię, ty teraz nie rozumiesz, ale później będziesz to wiedział. Rzekł do Niego Piotr: Nie, nigdy mi nie będziesz nóg umywał. Odpowiedział mu Jezus: Jeśli cię nie umyję, nie będziesz miał udziału ze Mną. Rzekł do Niego Szymon Piotr: Panie, nie tylko nogi moje, ale i ręce, i głowę! Powiedział do niego Jezus: Wykąpany potrzebuje tylko nogi sobie umyć, bo cały jest czysty. I wy jesteście czyści, ale nie wszyscy. Wiedział bowiem, kto Go wyda, dlatego powiedział: Nie wszyscy jesteście czyści. A kiedy im umył nogi, przywdział szaty i znów zajął miejsce przy stole, rzekł do nich: Czy rozumiecie, co wam uczyniłem? Wy Mnie nazywacie Nauczycielem i Panem i dobrze mówicie, bo nim jestem. Jeżeli więc Ja, Pan i Nauczyciel, umyłem wam nogi, to i wyście powinni sobie nawzajem umywać nogi. Dałem wam bowiem przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem

J 13, 1–15

Fakt faktem, ci najbardziej cierpiący i potrzebujący zazwyczaj mówią najciszej – przygnieceni totalnym ciężarem swojego bólu, wstydu i strachu. Ci nie walczą – ci pokornie się modlą. I doceniają nawet drobny gest – że ktoś dołożył im 20 groszy do coca coli. Że ktoś nadłożył dwa kilometry więcej i podrzucił ich do domu. Że ktoś pamiętał o złożeniu imieninowych życzeń. Że ktoś im powiedział: „Wiesz co? Dobrze, że jesteś.”

Może spróbujmy tak. Tak po prostu – nie zmieniać świata, ale siebie. Bez agresji, ale z radością i dziękczynieniem, że jest się do kogo uśmiechnąć. Że jest się z kim pokłócić, ale też później pogodzić. Że możemy służyć, niezależnie od wykonywanego zawodu, i niezależnie jak dużo robimy w pracy ponad to, czego się od nas wymaga, i że może nikt tego nie zauważa. Albo prawie nikt. Chociaż Boga trudno byłoby nazwać Nikim….

____________________________________________________________________________________

Jest świt,
Ale nie jest jasno.
Jestem na pół zbudzony,
A dokoła nieład.
Coś trzeba związać,
Coś trzeba złączyć,
Rozstrzygnąć coś.
Nic nie wiem.
Nie mogę znależć butów,
Nie mogę znależć siebie.
Boli mnie głowa

Przebudzenie, Leopold Staff

Kochani, przyszedł czas na obudzenie się z zimowego snu. Wpadłam jak kamień w wodę, albo jak śliwka w kompot (co kto woli) i zniknęłam z blogosfery. Pojechałam do Rzymu z siostrą i…

… wróciłam 🙂 Zimowe miesiące były dla mnie bardzo trudnym czasem ze względów osobistych, braku czasu i… nie miałam też nic do powiedzenia. Po prostu. Czasem tak jest, że lepiej jest milczeć i zająć się przeżywaniem życia niż pisać tylko po to, żeby pisać.

O Rzymie pewnie jeszcze kiedyś wspomnę ponieważ jest to piękne i ciekawe miasto. Piękna niewiasta po mojej lewicy (powyżej) wkrótce (daj Boże) zda maturę (ach, jak ten czas leci!), a ja zbieram się do kolejnej sesji egzaminacyjnej, którą, tym razem będę zdawać z pewnym wyprzedzeniem. Ale o tym… dowiecie się później 🙂 Dlatego też nie obiecuję poprawy (chociaż po wczorajszym powrocie z rekolekcji wielkopostnych mam potężne pragnienie poprawy!), ale postaram się być bardziej na bieżąco. Bo wszyscy pytali – no, napiszesz coś? Napisz… Bo ja czytam!

To dla was właśnie, Czytający, napisałam 😀

A może to tak jest ze mną, że po prostu lubię wejście smoka. Że wiecie… „Nikt się nie spodziewał Hiszpańskiej Inkwizycji…”. Więc tu taki przedświąteczny surprise dla was ku refleksji, zweryfikowaniu swojej postawy względem tego, co dzieje się w naszym kraju, w obliczu nadchodzących (kiedy to się stało?? już??) Świąt Wielkanocnych i z najlepszymi życzeniami.

Budzimy się!

Jeden komentarz

  1. Ppp Ppp

    Śmierć p. Adamowicza była tragedią, ale już przeszłą i poza rodziną i przyjaciółmi mało kto o niej pamięta. Święta są co roku, więc nie ma się czym przejmować.
    Jeśli jednak system szkolny skazuje uczniów na egzaminy, a potem sam przeszkadza im w ich pisaniu – TO JEST PROBLEM. I to bardzo poważny, nad którym należy się porządnie zastanowić.
    Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.